Forum Forum Ferajny Strona Główna Forum Ferajny
Forum Świstaków
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Dziewica Slytherinu
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Forum Ferajny Strona Główna -> Fan Fiction
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Mierzeja




Dołączył: 27 Gru 2006
Posty: 675
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz

PostWysłany: Śro 7:32, 01 Lip 2009    Temat postu:

100
-Co ty sobie wyobrażasz? – spytał Severus oskarżycielskim tonem.
Cisza.
-No?
Cisza.
-Chyba nie straciłaś głosu, co?
Cisza.
-Odblokuj swoją moc. – zażądał.
Cisza.
Zobaczył, że dłonie Sam jarzą się oktarynowym blaskiem.
-Możesz odpowiedzieć na moje pytanie?
-A co to pana obchodzi? – żachnęła się dziewczyna.
-Jestem twoim wychowawcą. – zaczął powoli Snape. – I chciałbym ci pomóc.
-Tere-fere! – odparła Sam.
-Serio.
-Pańska pomoc na nic mi się nie przyda! Ja chcę psychoanalityka!
-?
-Ja chcę Bu!
-Już się robi. – Severus wychylił się za drzwi i przekazał wiadomość Syriuszowi. Po chwili przyszła Bu.
-Jestem nieszczęśliwa. – zaczęła Mierzeja. – Nikt nie wywiązuje się ze zobowiązań względem mnie, nikt mnie nie chce, nie mam chłopaka, wszyscy mnie prześladują i o wszystko mają pretensję.
Bu cierpliwie czekała na kontynuację, która jednak nie nastąpiła. Gryfonka posadziła Sam na jakimś pierwszym napotkanym meblu odpowiednim i zaczęła poszukiwania wśród myśli Mierzei. Severus zauważył, co się święci i oznajmił:
-Gryffindor traci trzydzieści punktów, a ty masz szlaban.
Bu popatrzyła na niego dziwnie i spytała:
-Znowu za nic?
-Ingerujesz w myśli Sam. To niedopuszczalne.
Mierzeja cały czas siedziała sztywno na krześle. Najwyraźniej zewnętrzne czynniki w postaci bodźców nie były odbierane.
-Jakby panu nagle cały świat się zawalił, to nie chciałby pan go uporządkować?
-O czym ty mówisz? – Snape najwyraźniej nie kapował, o co idzie.
-Czy pan zastanawiał się kiedykolwiek, co ona myśli? Co czuje? – Bu robiła się zła. – Jak radzi sobie z tym wszystkim?
-Nie. – bąknął Snape.
-To proszę mi nie przeszkadzać.
Po dobrych kilku minutach Sam była w stanie używalności publicznej.
-To znowu pan. – warknęła.
-Tak.
-Mam dość pańskiego towarzystwa. – i telepnęła się gdzieś.
Miszczunio odezwał się po chwili:
-Co znalazłaś?
-Dużo ciekawych rzeczy, ale to tajemnica zawodowa. – Bu też sobie poszła.
Severus walnął pięścią w stół.
-Cukier. – zaklął (nie wiem, czy to go zabolało tak bardzo, czy to inny powód miał tutaj miejsce).

***

Profesor Trelawney zdjęła ze swojej szaty długi, złoty włos. Nie miała wątpliwości, do kogo należy. Po chwili miała już całą garść kłaków.
-Ciekawe. – mruknęła.

***

Piecek był przerażony i miał ku temu podstawy. Sam, która zmaterializowała się tuż przed nim, natychmiast wepchnęła go pierwszego lepszego pomieszczenia i weszła za nim. Pierwsze pytanie, jakie padło, brzmiało:
-Jak mogłeś?
-Co? – spytał Piecyk, jakby nieco zdezorientowany.
-Jak mogłeś to powiedzieć?! – Mierzeja kipiała złością.
-Co? – Piecyk najwyraźniej w dalszym ciągu nie miał pojęcia, o co chodzi.
-Powinnam ci dać nauczkę. – powiedziała dziewczyna.
-Za co? – Michał cofnął się pod najdalszą ścianę. Chętnie cofnąłby się jeszcze dalej, ale wymiary pomieszczenia nie sprzyjały mu. Nic mu nie sprzyjało. Był tu sam na sam z Sam, do tego dość wkurzoną Sam. Co do tego ostatniego miał pewność w postaci braku wątpliwości.
-Jak mogłeś powiedzieć to przy wszystkich?
-To o profesorze Snape’ie i tobie? – spytał Gryfon.
-A jakby nawet?
-To jednak ty się w nim… - zaczął Piecyk, ale nie skończył, bo Mierzeja chwyciła go za kołnierz szaty i wycedziła:
-Pkt 1: co ci do tego?
Pkt 2:Nie twój interes!
Pkt 3: A jakby nawet?
-?
-Co ci do tego?!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! – wydarła się. Pragnę zauważyć, że na jedną szesnastą połowy ćwiartki możliwości. Michał nie miał szans na ucieczkę. Zza jego pleców zniknęła ściana (rozpadła się. To już kolejne miejsce na nowe, większe okno) i chłopak miał za sobą przepaść, a przed sobą wściekłą (w niepełnym tego słowa znaczeniu) Dziewicą Slytherinu. Już zaczął się zastanawiać, co zrobić, gdy do pokoju wtargnął Severus i, zobaczywszy, co się dzieje, oświadczył:
-Gryffindor traci sto punktów! Ostrzegałem cię!
-Ehm… - zasugerował Piecek.
-Czego? – warknęła Sam.
-To nie do ciebie. – odparł Piecyk.
-To niby do mnie? – zdziwił się Severus, mrużąc złowieszczo oczy, poczym dodał: - Jeśli zaraz nie przestaniesz, to będziesz miał szansę stracić jeszcze dwieście punktów.
Piecyk zamilkł. Sam puściła kołnierz jego szaty i powiedziała:
-Ani się waż tego powtarzać.
-Tego o… - zaczął Michał, ale się opamiętał.
-Tak, tego. – odparł Severus, dlatego że Sam już tam nie było. – Gryffindor traci dwadzieścia punktów. – oznajmił, wychodząc. Piecek stał osłupiały.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Mierzeja




Dołączył: 27 Gru 2006
Posty: 675
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz

PostWysłany: Śro 7:33, 01 Lip 2009    Temat postu:

101
-Sybillo, widziałaś Sam? – spytał Syriusz, wychylając się zza drzwi pracowni.
-Nie ma jej tu. – skłamała gładko Trelawney.
-A mogę wejść? – spytał Syriusz.
-Nie. – odparła Bu.
-Kto tam jeszcze jest? – dopytywał się Syriusz.
-Bu. – odpowiedziała Bu.
-Idź sobie. – odparła Trelawney.

***

Severus wtargnął bez pytania do wieży Sybilli i zobaczył Sam i Bu oraz Trelawney wyraźnie czymś zaabsorbowane.
-Co robicie? – spytał.
-Jak się wchodzi, to się puka. – poinstruowała go Bu.
-Gryffindor traci… - zaczął Snape, ale przerwała mu Sam:
-Może dać pan sobie spokój? Dziś odjął im pan już dwieście punktów.
-Tylko tyle? – zdziwił się Severus, poczym dodał: - Gryffindor traci dziesięć punktów. A ty co tu robisz? – pytanie w swoim pierwotnym założeniu było skierowane do Bu, więc Bu odpowiedziała zgodnie z prawdą:
-W ramach szlabanów mam pomagać profesor Trelawney. Zapomniał pan?
-O niczym nie zapomniałem.
-To czemu się pan pyta? – to tu to Mierzeja.
-Tylko sprawdzałem. – sprostował Severus.
-Możesz sobie iść, Severusie? – spytała Trelawney. – Porozmawiamy później.
Gdy tylko Snape wyszedł, Sybilla poprosiła Bu:
-A teraz jeszcze raz rozczesz włosy Sam.

***

-Ja nic nie zrobiłem! – tłumaczył Chomikowi Piecek.
-Powiedziałeś to! – oburzyła się Gryfonka. – Jesteś nieczułym potworem ze skrzywioną psychiką i do tego bez serca!!!
-Ale ja… - próbował powiedzieć Piecyk, ale mu przerwała.
-Nigdy nie myślisz o konsekwencjach!
-Ja…?
-Jesteś niekompetentny! Znajdź sobie inną dziewczynę! Ja odchodzę!!! – i sobie poszła.
-Ale ja nie chciałem…
-Zrobiłbyś i mi coś takiego! – poczym pobiegła, zostawiając Gryfona na pastwę korytarza.
Po chwili zza kolumny wyłonił się uśmiechnięty Malfoy i powiedział do Piecka:
-Teraz moja kolej.

***

Chomik wpadła di wieży Sybilli, zastając tam Bu, Andy i Sam oraz profesor Trelawney ma się rozumieć. Spytała prosto z mostku nad strugą:
-Jest tu jakaś szafa?
-? – Bu była zdziwiona, bo właśnie próbowała wyciągnąć szczotkę z kłaków Sam i nie spodziewała się takich efektów.
-A o co ci szafa? – to tu to Andy Mirtle.
-Zobaczysz to zrozumiesz. – poinformowała ją Chomik. – Gdzie ta szafa? – tu rozejrzała się nerwowo.
-Drugie drzwi po lewej na końcu korytarza, tuż za regałem z czajniczkiem. – powiedziała Mierzeja.
I Chomik wybiegła. Po chwili rozległo się pukanie i głos:
-Chomiczku!?! Wyjdź!?! Proszę!
Po chwili drzwi otworzyły się i wszedł Malfoy. Został poczęstowany zdziwionym spojrzeniem wszystkich i tekstem profesor:
-A ty tu czego?
-E… Chomika?
-Sklep zoologiczny piętro wyżej, po drugiej stronie ulicy. – powiedziała Bu.
-Ale gdzie ona jest? – Draco zajrzał pod stół.
-A co ci do tego? – ofuknęła go Sam.
-Ona nie jest twoją dziewczyną. – odparła Bu zgodnie z prawdą ogólnie przyjętą jako prawdziwą. – Ma chłopaka. – dokończyła.
-Już nie!!! – powiedział Malfoy z uśmiechem na ustach i czymś w oczach, co by się na pewno nie spodobało Chomikowi, gdyby to zobaczyła, ale na szczęście tego nie widziała, bo szafa gwarantowała jej poczucie bezpieczeństwa i mało miejsca, czyli to, co chomiki lubią najbardziej.
Zdziwienie stało się udziałem ogółu ludzi obecnych w pomieszczeniu.
-Co? – pierwsza ocknęła się Mirtle.
-Rzuciła go! – Draco w dalszym ciągu się uśmiechał. – Teraz będzie tylko moja. – rozmarzył się Ślizgon.
-O czym ty cukrzysz? – spytała Sam, rozczesując końcówki włosów, po uprzednim wyciągnięciu szczotki z jakiegoś kołtuna o bliżej nieokreślonym składzie.
-Teraz będzie moja!!! – Malfoy w dalszym ciągu powtarzał to zdanie, więc profesor Trelawney odezwała się tym wymownym tonem:
-Wiesz co, młody?
-Nie. – odparł Draco zgodnie z oczekiwaniem.
-Idź, weź zimny prysznic. – powiedziała Bu.
-Najlepiej lodowaty. – dodała Bu.
-Najlepiej to w sadzawce albo w czymś takim, ale w zupełności wystarczy jezioro przed szkołą. – powiedziała Mierzeja, poczym dodała: - Nie zapomnij o przeręblu.
Draco popatrzył na nią zdziwiony i powiedział:
-I ty, Mierzejo, przeciwko mnie?! – tu teatralnym gestem wskazał daną osobę.
-Chyba coś pokręciłeś. – Bu zaczęła się zastanawiać. – Tam chyba była mowa o Brutusie, czy kimś takim.
-I ty, brutalu, przeciwko mnie? – spróbował jeszcze raz Malfoy. Efekt był zaskakujący. Mierzeja chwyciła Draco za gardło i wycedziła:
-Powtórz to, zapchlona góro zdechłego, końskiego ścierwa! No! Powtórz! – tu potrząsnęła ofiarą.
-Ja… ghry… nieghr… gryhrygrychcia… gryghryłem…
-Co się mówi? – spytała Sam.
-Przegrhrg… amgr…
-Grzeczny chłopczyk. – powiedziała Sam. – A teraz wycukrzaj stąd, bo jeszcze zmienię zdanie i z twoich flaków zrobię gęsie wątróbki, a z całej reszty struny do gitary!
Draco, po przeanalizowaniu wyżej wymienionych przepowiedni, uznał za jedyne sensowne rozwiązanie ucieczkę. Powoli wycofał się do drzwi, poczym zwiał gdzie należało (czytaj: jak najdalej stąd).
-To jakiś idiota. – powiedziała po chwili Bu.
-Nigdy nie twierdziłam, że jest inaczej. – Mierzeja wyciągnęła chustkę profesora Snape’a i wytrąbiła nos.
-Poszedł sobie? – Chomik wychyliła się zza drzwi.
-Tak. – Sybilla łączyła kolejne kłaki Sam w jedną długą nić. – To jakiś desperat. – dodała po chwili.
-Samobójca. – podsunęła Bu.
-Śmierć samobójcom! – oznajmiła Sam, podając Sybilli garść kłaków.
-Czy ty przypadkiem nie przesadzasz? – spytała Trelawney.
-Nigdy w życiu. – tu zaczęła upinać włosiny gdzie należało.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Mierzeja




Dołączył: 27 Gru 2006
Posty: 675
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz

PostWysłany: Śro 7:33, 01 Lip 2009    Temat postu:

102
Chomik zwiewała ile sił w łapkach, za nią zaś biegł Malfoy, krzycząc coś w stylu: „O najpiękniejsza bogini!”, „Nie zostawiaj mnie na tych ostępach!” (ustępach? – dop. Aurora) czy „Niewiele ci mogę dać!” i „Zostańmy razem!”. Na to ostatnie Chomik zareagowała całkiem zrozumiałym i zupełnie pewnym nerwowym drgnieniem oraz skrętem do najbliższego korytarza. Pech chciał, że Severus Snape właśnie wlepiał tam Pieckowi kolejne dwadzieścia punktów za zły kolor pergaminu w podręczniku. Piecyk zauważył uciekającą Chomik, która zniknęła za kolejnym zakrętem. Nie sposób było nie zauważyć Malfoya, więc Michał podstawił mu nogę.
-Gryffindor traci dwadzieścia punktów. – oświadczył Severus.
-Zobacz, co zrobiłeś z moimi kwiatkami! – Draco był wściekły.
-Ty masz szlaban. – oznajmił Snape Malfoyowi, ale zanim Piecek coś dodał, to powiedział jeszcze: - Ty też.
Piecyk nie był wniebowzięty. Wolałby szlaban z Chomikiem.
-O co wam chodzi z tą dziewczyną? – zdziwił się Severus.
-Ona jest miła, sympatyczna… - zaczął wyliczać Ślizgon.
-Tak, wiem. – przerwał mu Severus. – Ale to jest szkoła! Rozumiecie?! Szkoła! Szkoła, a nie Dom Negocjowalnego Afektu! Tu się nie gania za dziewczynami!
-Tak. – mruknął Piecek.
-Jesteście zakochani. – domyślił się Severus. – To zaproście ją na kolację, czy takie tam.
-Znawca się znalazł. – mruknął Malfoy.
-Co? – zainteresował się Severus.
-Pytał się pan – ozwał się Piecyk. – o co chodzi nam z tą dziewczyną.
-Tak? – Snape był zainteresowany.
-Udzielę więc odpowiedzi. – kontynuował Michał. – O to samo, co panu i Sam, niekoniecznie ale najlepiej w tej kolejności.
-Gryffindor traci trzydzieści punktów! – Snape był wściekły. – Do dyrektora! Już!

***

-Zupełnie nie rozumiem, o co ci chodzi. – spokojnie odezwał się Dumbledore, po uprzednim wysłuchaniu trójstronnej relacji i odesłaniu „młodego pokolenia” (słowami w stylu „Młode pokolenie pójdzie teraz do Hagrida, pomagać przy Hipogryfach. A ty gdzie, Severusie?”) gdzie należało. – To młodzi chłopcy, testosteron i te sprawy, wiesz, o co chodzi.
-Nie.
-Nie zaprzeczaj. – dyrektor spoglądał na Severusa oczekując odpowiedniej reakcji. – Ty ganiałeś za Lily i nikt ci nie przeszkadzał.
I oczywiście Albus doczekał się, a reakcja Snape’a była jak najbardziej zrozumiała, gdyż przedstawiała się w następujący sposób:
1)Miszczunio zachmurzył swe oblicze
2)Oczy mu się zwęziły w wiadomy, złowrogi sposób
3)Severus nerwowo zaczął patrzeć raz po raz na swój lewy but, tudzież prawy.
Padło jedno zdanie:
-Prosiłem cię, żebyś mi nigdy nie mówił o tej dziewczynie, gdyż nie mam ochoty o niej słyszeć – wycedził Snape.
-Czy ty mówisz o Lily? – spytał Albus, poczym nie zwracając zupełnie uwagi na Severusa, który miał bardzo dziwną minę, a przy okazji wzrok pałający nienawiścią, dodał: - Może bylibyście nawet ładną parą.
-Ci dwaj – zasyczał spomiędzy zaciśniętych szczęk Snape, co było zupełnie niezwiązane z Dumbledorem i jego zdaniem (w sensie budowy, zastosowania, funkcjonowania i tym podobnych). – mają szlaban do końca roku.
-Co nie zmienia faktu, że ty się uganiałeś za dziewczyną Jamesa. – kontynuował niezrażenie dyrektor, nie zadając sobie trudu zrozumienia, że Severus najwyraźniej nie ma ochoty na tego typu rozmowy.
-Nigdy więcej nie mów do mnie o żonie Pottera!!! – tu Severus wyszedł, trzaskając drzwiami.
-Ciekawe, co go ugryzło? – zastanawiał się Dumbledore.

***

-Sybillo? Jesteś tu? – spytał Snape, wchodząc do wieży.
-Nie ma mnie. – usłyszał znajomy głos, dobiegający gdzieś z bliżej nieokreślonej oddali, więc Severus wszedł dalej, nie zadając sobie pytań typu „czy może tu być?”.
-Witaj, Severusie. – Trelawney siedziała w fotelu w pomieszczeniu przylegającym bezpośrednio do „Salonu Wróżenia”. Najwyraźniej była w dobrym humorze. – Usiądź. – tu wskazała Miszczuniowi podobny fotel.
-Chciałbym z tobą porozmawiać. – zaczął prosto z mostu.
-O Sam, wiem; o Gryfonkach, wiem; o problemach, wiem; o Syriuszu, Lupinie i tych dwóch młodzikach, z których nie wiadomo jeszcze, co będzie, oraz o czymś, co się kiedyś stało, ale mniejsza o to.
-?
-Ze względu na twe pewne no, tego… obowiązki – zaczęła Sybilla. – chcę dać ci to. – tu wyjęła złoty sweter. Nie był on bynajmniej z cennego kruszcu, ale Severus znał ten kolor. Kiedy wziął nietypowe odzienie, które okazało się sweterkiem + golfik + różne takie, zrozumiał, że jego przypuszczenia są poprawnymi przypuszczeniami.
-Coś ty zrobiła Sam? – spytał.
-Nic – odparła Sybilla z niewzruszonym spokojem, poczym dodała: - Nie ma potrzeby się denerwować.
-Jak się mam nie denerwować – Severus wstał z fotela i popatrzył z góry („Śnieżka?”) na Trelawney. – kiedy ty wręczasz mi sweterek z jej włosów?!
-To, że masz w ręku według ciebie niezbity dowód na coś tam, nie oznacza, że dana rzecz takowym dowodem jest. – Sybilla również wstała. – Oznacza to jedynie, że ta rzecz jest tym, a nie czym innym, co jest całkowicie niepewnym dowodem o nikłym znaczeniu dla mnie. Dla ciebie też.
-Nie miałaś prawa strzyc Sam. – poinformował Sybillę Severus. Był zły.
-A kto powiedział, że ja ją ostrzygłam? – oburzyła się Trelawney.
-To jest dowód. – tu Snape potrząsnął sweterkiem.
-Cukier, nie dowód. – Sybilla nie chciała się kłócić, ale skoro Severus chciał, to była już inna sprawa.
-To przedstaw mi dowód. – zażądał
-Dowód jest taki – powiedziała spokojnie Trelawney. – a nie inny. Oznacza to tylko to, że na kolacji mamy gościa.
-To bez sensu.
-Sens jest, dowód też, a po kolacji masz rozmowę z Dumbledorem.
-Już miałem jedną.
-Nic nie szkodzi. – Sybilla wskazała Severusowi drzwi. – Idź, przebierz się i nie zapomnij odwiedzić Syriusza w skrzydle szpitalnym.
-A co mu się stało? – zainteresował się Miszczunio.
-Zapalenie krtani.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Mierzeja




Dołączył: 27 Gru 2006
Posty: 675
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz

PostWysłany: Śro 7:34, 01 Lip 2009    Temat postu:

103
Severus odziany jak należy tzn. w sweter (nie miał fioletowego pojęcia, w jaki sposób Sybilli udało się skompletować takąż ilość kłaków Sam, ale obiecał sobie, że się dowie, oraz, że nic ani nikt mu w tym nie przeszkodzi, gdyż on to musi wiedzieć – cała reszta ma teoretyczny zakaz uzyskiwania takowych wieści, które mogłyby ewentualnie posłużyć jako jakaś tam nikła nawet informacja o mocy Dziewicy – jego wewnętrzne oko mówiło mu o tym, przy użyciu dość czytelnych znaków -> ból głowy, to nie było to, co Severus lubi najbardziej – ba, całkiem nie lubi, ale chwilowo nie zamierzał się przejmować pewnymi rzeczami, bo pewne rzeczy nie chciały się przejmować nim, więc się nie przejmował) udał się do skrzydła szpitalnego.
Poppy powitała go słowami:
-Co znowu zrobiłeś?
-Nic. – odparł zgodnie z prawdą, co jednak nie usatysfakcjonowało Pomfrey.
-To co się stało? – dopytywała się.
-Nic. – uciął Severus. – Czy tam jest Syriusz? – tu wychylił się zza ramienia pielęgniarki.
-Tak. A ty do niego?
-Cóż za domyślność! – zakpił Severus, poczym pomaszerował do widocznego z daleka Blacka.
-Jak się masz? – powitał Łapę. – Mam nadzieję, że źle, bo ci się to należało, wstrętny pchlarzu!
Syriusz poruszył prawą dłonią, próbując powiedzieć coś w ten sposób Severusowi.
-Nie możesz mówić. – domyślił się Miszczunio. – Za długo szczekałeś? – dodał z kpiącym uśmieszkiem.
Black w dalszym ciągu gestykulował, więc Severus spróbował go zrozumieć.
-Powoli powtórz. – powiedział spokojnie. – Od początku.
Więc Severus zaczął przyglądać się gestom Łapy. Syriusz wyprostował wskazujący, środkowy i serdeczny palec i poziomo ułożył dłoń, jednocześnie przodem do Severusa. Snape pomyślał chwilę i spytał:
-Trzy?
Syriusz zaprzeczył.
-Cztery? Coś? Widły? Mangusta? Małpa? Krokodyl? Kreatura? Osioł? Popkorn? Ja? Ty? Sam? Cośkolwiek? Wielkie? Małe? Koczkodan?
Łapa cały czas przecząco kręcił głową.
-Może znajdź jakiegoś tłumacza? – zasugerował Severus.
Do dalszych konwersacji jednak nie doszło, bo do pomieszczenia wpadł Piecyk, wrzaskiem oznajmiając, że coś się stało Chomikowi, więc Poppy poszła za nim. Severus poinformował Syriusza:
-Jeszcze tu wrócę. – i pognał za Pomfrey.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Mierzeja




Dołączył: 27 Gru 2006
Posty: 675
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz

PostWysłany: Śro 7:34, 01 Lip 2009    Temat postu:

104
Tak jak tego oczekiwał Severus, na miejscu wypadku był Malfoy i Mierzeja oraz główna poszkodowana w postaci Chomika. Ta ostatnia tłumaczyła wszystkim zawzięcie, że nic jej nie jest; Sam informowała, że Chomik ma złamaną łapkę tylko jeszcze o tym nie wie, więc może zaprzeczać; Malfoy natomiast trzymał się za nos, z którego (nosa, ma się rozumieć) kapała krew. Schody, bo cała scena działa się na nich, nie przejawiały specjalnego zainteresowania zaistniałą sytuacją.
-Pragnę dodać – powiedziała Sam. – że tak nie wygląda normalna koniczyna.
-Jasne, że nie wygląda. – potwierdził Piecek. – Bo nie ma oczu.
-Kto? – zaciekawił się Severus.
-Mój nos… - jęczał Malfoy.
-Moglibyście się zamknąć? – zasugerowała Poppy.
-Nic mi nie jest. – tłumaczyła Chomik.
-Zamknij się! – upomniał ją Severus.
-A świstak siedzi i zawija je w te sreberka. – skomentowała Sam.
-Czy ktoś ma chusteczkę? – zapytał Malfoy.
-Masz skrzywienie psychiczne. – oznajmiła Sam Pieckowi.
-To wszystko winą Jędrzeja. – odparował Gryfon.
-Mój nos…
-Zamknij się. – powiedziała Chomik. – Moja ręka… - jęknęła.
-Jesteś niesubordynowany. – oznajmiła Mierzeja.
-A przy okazji niedysponowany. – oznajmiła Poppy.
-Ale kto? – spytał Malfoy.
-Ty. – powiedziała Mierzeja.
-Masz chusteczkę? – Malfoy zmienił temat.
-Nie!
-Moja ręka… Chyba masz rację. – Chomik przyznała rację Mierzei. – Boli.
-Mój nos…
-Jak możesz oskarżać mnie o niesubordynację? – zauważył nieprzytomnie Piecek.
-Idź mi stąd! – wydarł się Mierzeja, pomagając wstać Chomikowi.
-Czy ktoś ma chusteczkę?
-Gryffindor traci dziesięć punktów.
-I co ja z tego mam? – oburzył się Michał.
-Z czego? – Sam nie wiedziała, o co chodzi.
-Pomagam wam i takie tam różne.
-Ty? Nam? – oburzył się Malfoy.
-Zamknij się, Ślizgonie.
-Spadaj na drzewo, Piecyk. – Malfoy się zirytował i dostał w nos ponownie. – Ałaaa!!!
-Zamknij się. – oznajmiła Poppy.
-Totalny chaos. – Chomik zeszła parę stopni w towarzystwie podpory w postaci Sam.
-Ała! Ała! Ała! – Piecyk machał ręką, którą przyłożył Draco. – Dlaczego ten cukrzony Ślizgon ma taką twardą twarz?!
-To krew? – spytała Sam.
-Tak. – Chomik to powiedziała.
-Nie moja krew? – upewniła się.
-Zdecydowanie nie! Ała! Ała! Ała! Ała! Cukier! Jak widać na załączonym obrazku, źródłem jest Malfoy! Cukier! – Piecek się wściekał.
-Krew. – powtórzyła Sam.
-Mój nos!
-Ała!
-Gryffindor traci dziesięć punktów.
-Malfoy do skrzydła szpitalnego. – zakomunikowała Poppy.
-Krew. – powtórzyła Sam.
Chomik popatrzyła na bladą Mierzeję i oznajmiła:
-Malfoy! Zjeżdżaj stąd!
-Krew…
-Ała.
-Cukier!
-Ja chcę być jak najdalej stąd! – zakomunikowała Chomik.
-Krew…
-Co jej jest? – spytał Severus, patrząc na bladą Sam.
-Krew.
-Moja ręka! Ała! – Piecek w dalszym ciągu machał bolącą koniczyną.
-Malfoy! Ile razy mam ci powtarzać?! – zagrzmiała Poppy. – Do skrzydła szpitalnego!
-Krew. – stwierdziła po raz kolejny Mierzeja, poczym odpłynęła, w sensie zemdlała. Severus zauważył tylko, jak dziewczyna upada i spada ze schodów. Chomik uczepiona jej ramienia zachwiała się, poczym również by spadła, gdyby nie interwencja Piecka, który pomógł jej utrzymać równowagę. Snape pochylił się na Sam, która z nieznanych mu przyczyn wylądowała u jego stóp.
-Gryffindor traci dwadzieścia punktów. – oznajmił w kierunku Piecka.
-Ale za co? – spytała Chomik.
-Za całokształt twórczy. – wycedził Severus, poczym rozpostarł nad Sam zaklęcie w sensie zaklęcia, które nazywało się „Zaklęciem rozpoznawania urazów wewnętrznych i zewnętrznych celem ratowania życia lub czegoś innego osobie poszkodowanej na skutek upadku”.
-Co pan robi? – spytała Chomik.
-Nie twój interes. – odparł Snape z właściwą sobie delikatnością.
-Wy dwoje – Poppy wskazała na Michała i Chomika. – do skrzydła! Szybciutko!
Severus cały czas na wszelkie możliwe sposoby próbował stwierdzić, co dolega Sam, ale doszedł jedynie do następujących tu i teraz wniosków:
1)Będzie ją bolała głowa
2)Złamała paznokieć
3)Będzie ją bolała głowa,
co zupełnie Miszczunia nie zadowalało. Gdy jednak przeanalizował całą sprawę, doszedł do konkluzji, że nie jest źle, poczym wziął Sam na ręce i podążył tropem Poppy


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Mierzeja




Dołączył: 27 Gru 2006
Posty: 675
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz

PostWysłany: Śro 7:34, 01 Lip 2009    Temat postu:

105
-Jesteś paskudnym idiotą ze skrzywieniem wszystkiego, co możliwe! – oznajmiła Chomik. – Odczep się do ciężkiego cukru, bo jak cię trzasnę tym gipsem – tu pokazała Malfoyowi usztywniony opatrunek lewej ręki. – to z twojego nosa nie będzie co zbierać!
-Oczep sie od moego osa. – powiedział Malfoy. Jego nos był zapuchnięty, co było całkowicie zrozumiałe.
-Chętnie się odczepię – oznajmił Piecyk z sąsiedniego łóżka. – kiedy ty – tu wskazał na Ślizgona ręką z usztywnionymi trzema palcami prawej dłoni. – odcukrzysz się od mojej dziewczyny.
--A co to ma do rzeczy? – spytała Chomik.
-?
-?
-Co wy robicie? – spytała Poppy.
-Konserwujemy. – odparł Piecek.
-Macie natychmiast wracać do wieży. – zakomunikowała Pomfrey, wskazując Gryfonów. – Chomik na zdjęcie gipsu za dziesięć dni, a tobie – tu wskazała na Michała. – zdejmę dybki za cztery dni, więc zmiatajcie!
Polecenie zostało wykonane w pełnym tego słowa znaczeniu. Po chwili do pomieszczenia wtargnął Dumbledore i oświadczył:
-Panie Malfoy! Pan pozwoli ze mną!

***

-Mogłabyś mi wytłumaczyć – wycedził Severus w kierunku Poppy. – Dlaczego ona się jeszcze nie ocknęła?
-To jest normalne.
-Jak na to wszystko patrzę – tu Snape wskazał wymownym gestem skrzydło szpitalne. – to zaczynam wątpić.
-A to już nie mój problem. – oświadczyła Poppy.
-Ale nic jej nie jest? – upewniał się Miszczunio.
-Nie.
-Uff…
-Wiesz co, Severusie? – Pomfrey popatrzyła na niego z ukosa. – Czasami myślę, że masz albo coś nie tak z głową, albo się zakochałeś.
-Nie cukrz tylko zrób coś!

***

-Panie Malfoy – zaczął dyrektor. – zachowuje się pan jak wariat.
-To miłość. – wybełkotał Draco.
-To wszystko wyjaśnia.

***

-Sam otworzyła oczy i stwierdziła, że ktoś się jej przygląda. Tym kimś był Severus Snape, co wprawiło w ruch dość skomplikowane i pokrętne myślenie Sam, ale zanim powiedziała cokolwiek, głos zabrał Miszczunio.
-No, nareszcie! Już myślałem, że się nigdy nie ockniesz.
-Co? – spytała półprzytomnie, szukając okularów.
-Przestraszyłaś mnie.
-O, są! – ucieszyła się, poczym spytała: - Czy pan coś mówił?
-Nic. – odparł Severus.
-Masz. – Pomfrey zmaterializowała się w sensie przyszła, ma się rozumieć, i podała kubek z czymś tam Sam. Dziewczyna powąchała opary unoszące się nad bezmiarem wód i, postawiwszy kubek na szafce, oznajmiła z wrodzoną stanowczością:
-Nigdy w życiu tego nie wypiję!
-Zrobisz to, co mówię. – warknęła Poppy.
-Nie. – odparła spokojnie Sam zakładając kapcie i wstając z łóżka.
-Albo ją przekonasz, żeby zrobiła to, co powiedziałam – ostrzegła Severusa Pomfrey. – albo ja nie ręczę za ewentualne skutki.
-Czego? – spytała Mierzeja.
-Masz dopilnować, żeby to wypiła. – to powiedziawszy, Pomfrey poszła sobie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Mierzeja




Dołączył: 27 Gru 2006
Posty: 675
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz

PostWysłany: Śro 7:34, 01 Lip 2009    Temat postu:

106
-To nie tłumaczy pańskiego zachowania, panie Malfoy. – powiedział dyrektor.
-Zdaję sobie z tego sprawę.
-Ma pan gościa, panie Malfoy. – tu Albus wskazał drzwi, w których stał Lucjusz.
-Tato? – zaczął zdziwiony Malfoy.
-Przynosisz wstyd naszej rodzinie – zaczął Lucjusz, podchodząc do Draco.
-Ale je… - próbował wtrącić Ślizgon, ale nie było mu dane dokończyć.
-…wstyd i hańbę! – kontynuował Lucjusz.
-Może porozmawiajcie sobie. – zasugerował ni z tego, ni z owego Dumbledore i wyszedł z gabinetu.
-Zakochałeś się w szlamie! – grzmiał Lucjusz. – Do tego w takiej, co przyjechała tu na stypendium i do tego jest z Gryffindoru!
-To nie jest moja wina… - tłumaczył się Draco.
-Albo przestaniesz zachowywać się jak skończony idiota, albo przeniosę cię do szkoły w jakimś odległym miejscu!
-Tak, tato.

***

-Pani Pomfrey ma rację. – próbował racjonalnie argumentować Snape. – Powinnaś to wypić i wypoczywać.
-Ludzie! – Sam założyła szlafrok. – Dlaczego, do ciężkiego cukru, ja mam cały czas tylko odpoczywać? Może mi to ktoś wytłumaczy!?!
-Jesteś nadzieją Slytherinu. – powiedział Severus.
-W dalszym ciągu nie rozumiem, o co chodzi. – powiedziała Mierzeja.
-Nie powinnaś się przemęczać. – zasugerował Snape.
-Panie profesorze Black? Co się panu stało? – spytała, zauważając Łapę, który dość szybko gestykulował.
-Mamy problem – tłumaczyła – nie ma czasu, nadchodzi Pan Ciemności. Co?!?!
-Powinnaś to wypić. – kontynuował niezrażony Severus.
-Nie mam ochoty. Jeśli pan ma czas, to pańska sprawa, bo ja go nie mam. – tu pstryknęła palcami i pojawiło się odpowiednie odzienie. – No, powiedzmy. – poczym, wygładziwszy szatę, postanowiła odejść.
Snape dogonił ją za drzwiami do skrzydła szpitalnego.
-Wracaj natychmiast! – zażądał.
-Nie!
-Wrócisz – tu Severus chwycił ją za nadgarstek. – natychmiast.
-To boli. – oświadczyła.
-Wracasz do skrzydła szpitalnego.
-Pan się o mnie troszczy czy pan postradał zmysły? – zasugerowała.
-Na pewno się nie troszczę. – warknął Severus, starając się zaciągnąć ją do skrzydła szpitalnego. – A co do tej drugiej możliwości, to cały czas nie mam stuprocentowej pewności.
-Zaraz dostanę wezwanie do gabinetu dyrektora. – powiedziała spokojnie. – Pan również, więc nie chciałabym się spóźnić.
Poczym telepnęła się do gabinetu Dumbledore’a.


107
Draco i Lucjusz byli bardzo zdziwieni, gdy w gabinecie dyrektora zmaterializowała się jakaś dziewczyna o blond włosach i Severus Snape trzymający ją za rękę.
Miszczunio od razu puścił dłoń Sam, bo to była niezaprzeczalnie ona, i powitał Lucjusza słowami:
-Miło mi cię widzieć.
Pan Malfoy był dość zdziwiony, bo:
1)Severus trzymał kogoś za rękę
2)Tym kimś była dziewczyna
3)Draco nagle złapał się za nos
4)Severus próbował udawać, że nie jest zaskoczony
5)Dziewczyna nie przejawiała jakiegokolwiek zainteresowania jego osobą, co mu się nie podobało
W końcu jednak po dość długiej chwili ciszy odezwała się:
-Miło mi pana poznać, choć nie wiem, kim pan jest. – i, ku niezadowoleniu Severusa (niezadowolenie to mało powiedziane!), uśmiechnęła się.
-Hmm… Yhm… Jestem Lucjusz Malfoy. – powiedział Lucjusz zgodnie z prawdą.
-A ja jestem Sam.
-Bardzo mi miło. – Lucjusz najwyraźniej zaczynał łapać, że ma do czynienie z kimś, o kim pisał syn. – To ty jesteś Mierzeja. – tu energicznie potrząsnął jej prawicą. – Wiele o tobie słyszałem. – kontynuował niezrażony (Severus mordował go wzrokiem).
-Mógłby pan puścić moją rękę? – zasugerowała w dalszym ciągu się uśmiechając.
Lucjusz zostawił prawicę Sam w świętym spokoju i powiedział do syna:
-Nie mógłbyś zakochać się w kimś takim jak ona?
Sam udała, że tego nie słyszy, Malfoy trzymając się za nos cofnął się o kilka kroków, a Snape w myśli rozkładał Lucjusza na czynniki pierwsze. Zapanowało niezręczne milczenie, które przerwał Severus.
-Czy ktoś mi może wyjaśnić, co się tu dzieje? Dlaczego wszyscy zachowujecie się jak matoły w pełnym tegoż słowa znaczeniu? Może mnie oświecicie, co się tu dzieje lub się stało? Dlaczego ty, Lucjuszu, zachwycasz się moją podopieczną i dlaczego twój syn trzyma się za nos? No?
-A skąd ja mam wiedzieć? – Lucjusz wzruszył ramionami. – A właściwie to co ci się stało w nos? – pytanie skierowano do Draco.
-Ja nic nie zrobiłem. – powiedział.
Wszyscy spojrzeli na Sam.
-Coś zrobiłaś? – spytał Severus. – Coś, o czym ja – podkreślił ostatni wyraz – nie wiem?
Draco schował się za jednym z foteli.
-Czy mi się wydaje – odezwał się Lucjusz – że chyba coś z tobą nie tak. Boisz się dziewczyny?
-Nie boję się. – odezwał się Malfoy zza mebla.
-Na pewno? – spytała Sam ze swym cudownym uśmieszkiem.
-Czy ktoś zwraca tu uwagę na to, co ja mówię? – spytał rozdrażniony Severus.
-Czy ktoś mi wytłumaczy – Lucjusz też nie miał dobrego humoru. – Dlaczego – tu wyciągnął Draco zza fotela. – on zachowuje się, jakby się jej bał?
-Mówi pan o mnie „jej”. – Sam robiła się zła.
-No więc? – dopytywał się Severus.
-Dlaczego się boisz tej miłej damy? – poprawił się Lucjusz.
-To proste. – wpadł mu w słowo Severus. – Dała mu pięścią w nos i teraz chłopak ma uraz psychiczny.
-To prawda? – Lucjusz zdziwił się, poczym już bez zastanowienia chwycił syna za ucho i wyprowadził go z gabinetu. Z daleka dało się słyszeć:
-Miała rację, dając ci w nos! Jesteś nieudolną próbą kopii mnie! Nie jestem pewny, z kim twoja matka przyprawiła mi rogi! A ja myślałem, że to Potter był rogaczem!
Cały wywód przerywany był słowami:
-Moje ucho! Au! To boli!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Mierzeja




Dołączył: 27 Gru 2006
Posty: 675
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz

PostWysłany: Śro 7:35, 01 Lip 2009    Temat postu:

108
-Może mi wytłumaczysz – zaczął Severus, siadając na fotelu. – dlaczego uderzyłaś Draco w nos, bo, jak sądzę, zrobiłaś to, prawda?
-Zasłużył sobie. – odpowiedź Mierzei była tym, czym można by się spodziewać, a mianowicie stwierdzeniem faktu.
-To nie tłumaczy, dlaczego to zrobiłaś. – powiedział Snape, rozpinając guzik przy kołnierzu szaty.
-Chomik siedziała na balustradzie. – stwierdziła Sam, stając tyłem do Severusa i krzyżując ramiona w geście „Nic ci do tego”. – A Malfoy nagle ją przestraszył i ona spadła, a że ma instynkt, to się skończyło na złamaniu ręki, a nie karku. Piecek się przestraszył, Malfoy też, a ja, nie widząc innego wyjścia, wysłałam Gryfona, gdzie trzeba, a Draco dostał w nos, bo mu się należało.
Severus wstał i podszedł do dziewczyny.
-Będę zmuszony dać ci szlaban.
-Tak? – spytała, obracając się do niego.
-Niestety.
-Fajny sweter. – powiedziała. – Profesor Trelawney ma talent.
-Nie zmieniaj tematu. – spokojnie stwierdził Snape.
-Nie mam zamiaru.
Na te słowa wszedł do gabinetu Dumbledorem prowadząc za sobą Ollivandera.
-A ten tu czego? – mruknął Snape.
-Severusie – ozwał się Albus. – pan Ollivander pomoże znaleźć odpowiednie rozwiązanie problemu związanego z różdżką Sam.
-Fajnie wiedzieć. – powiedział Severus. – Ale może jutro? Ona jeszcze nie jadła kolacji, a jest już późno.
-Potrafię sama powiedzieć, że dziś nie mam dość ochoty na zabawę w te dobieranie różnych dziwnych rzeczy. – oznajmiła Mierzeja. – Żegnam.
Tu telepnęła się.


109
Ranek budził się normalnie. Sam wstała, po odpowiednio długim czasie wyszła z łazienki i podążyła do Wielkiej Sali. Jak zwykle była pierwsza. Reszta ludzi pojawiła się około ósmej, ostrożnie stąpając i wypatrując ewentualnych zagrożeń, jakie mogłyby ich czekać w piątek trzynastego. Kto oczekiwał mocnych wrażeń, nie zawiódł się.
Ludzie jedli, nerwowo się rozglądając, więc nic nie umknęło ich uwadze. Nagle dał się słyszeć pisk i kilka dziewczyn z Hufflepuffu wskoczyło na ławkę.
-Czy znowu zapomnieliście o pułapkach na myszy? – spytała pani Sprout.
-Nie sądzę. – odezwał się sennie Albus.
-Mogłyby bardziej uważać, bo różdżki nie lubią, gdy się nimi rzuca. – powiedział Ollivander.
Tymczasem nikt nie wiedział, o co chodzi. Dopiero po chwili pojawił się orangutan w towarzystwie galarety. Ta ostatnia była przyczyną całego zajścia.
-Violet do lochów. – zakomenderował Severus.
-Uuk.
-Jak chcesz, to ty też. – warknął.
-Jesteś nieczuły na uczucia wyższe. – oznajmił ni z tego, ni z owego Lupin.
-A co ci do tego! – Severus był zły. – Jazda do lochu!!!
I galareta w towarzystwie bibliotekarza odeszła w wiadomym kierunku.

***

-Sam! Zaczekaj! – to Albus próbował zwrócić na siebie uwagę dziewczyny. – Trzeba zając się różdżką.
-Nie chcę różdżki. – oznajmiła.
-To nie zależy od ciebie. – to Severus włączył się do rozmowy.
-To bez sensu. – oznajmiła. – To była szósta różdżka, ta, która eksplodowała i miałam ją najdłużej.
-To znaczy ile? – zainteresował się Dumbledore.
-Hm… Półtora roku. – odparła.
-Ludzie! Co ty z tymi różdżkami robiłaś?! – spytał Severus.
-Nie pamiętam. – odparła.
-Nie przejmuj się. – powiedział Dumbledore. – Mam dla ciebie coś, co nie da się łatwo rozwalić.

***

Ollivander czekał w gabinecie, więc gdy Albus, Snape i Mierzeja weszli tam, zostali powitani przez stwierdzenie:
-Niestety, nie mam czasu, skończyłem, to będzie działać. Na pewno. – poczym wyszedł.
-Dziwny jakiś. – stwierdził Dumbledore. – No ale trudno.
Na biurku leżała laska maga. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że była zielono-srebrna z zielonym kamieniem zamiast gałki na czubku. Srebrny wąż oplatający laskę wyglądał imponująco, zwłaszcza że między otwartymi szczękami błyszczał szafir, bo to właśnie o nim była mowa wcześniej.
Dumbledore wziął laskę do ręki – miała około 185 cm, w sensie laska tyle mierzyła, więc kiedy wręczył ją Sam ze słowami:
-To dla ciebie. – ona była wyższa od Mierzei.
-Czy to jest to, o czym ja myślę? – spytała Sam.
-Tak.
-Nie mogę jej przyjąć! – oświadczyła. – Nie mogę!
-Dlaczego? – spytał Albus.
-Ja nie mogę. – stwierdziła. – Niczym nie zasłużyłam na ten zaszczyt.
-Salazar by nie protestował. – odparł Dumbledore. – Bo jest martwy. – dodał w myślach.
-Dałeś jej…? – zaczął Severus.
-Tak. Laskę Salazara Slytherina. – spokojnie powiedział dyrektor.
-Ja nie mogę! – powiedziała niezrażona Sam.
-Dałeś jej laskę Salazara?! – Snape był w szoku. – Przecież ją zniszczono!
-I tu się mylisz. – oznajmił Albus z miną wielce zadowoloną. – Zniszczono tylko rdzeń, a moc laski nie zależy od niego w takim stopniu, w jakim można y przypuszczać. Rdzeń świadczy o właścicielu, a laska pomaga okiełznać moc, dlatego wewnątrz niej – te słowa zwrócił do Mierzei – jest twój włos. Nie możesz mi jej oddać, bo to już twoja laska.
-Ale ja nie mogę! – kontynuowała Jungfrau.
-Umówmy się. – powiedział Albus. – Jeśli nie będziesz zadowolona z tej oto – tu wskazał na byłą własność Salazara – laski, to poszukamy innego sposobu, by pomóc ci okiełznać moc. Zgoda?
-Zgoda. – burknęła Sam.
-A mnie to się już nikt o zdanie nie pyta, tak?! – Severus był poirytowany.
-To nie twoja sprawa. – powiedział Albus.
-To moja podopieczna. – Snape nie wiedzieć czemu nagle zaczął mieć pewne opory („pary?”). – A ja nie wyrażam zgody na coś takiego.
-Mam zamiar ocalić szkołę przed tym, co nadchodzi. Był u mnie Syriusz i z jego pokrętnych gestów wydedukowałem, że coś się zbliża, ale tym kimś nie jest jeszcze Dziewiec, tylko Czarny Pan.
-A co to ma do rzeczy? – spytał Severus.
-Może Sam pomoże, gdy inne środki nie przyniosą efektu.
-?
-Sam? – tu dyrektor rozejrzał się nerwowo. – Sam? Gdzie jesteś?
-Teraz już wiesz, że nie można jej pozwolić na kontrolę nad mocą, bo sobie ciebie oleje. – Snape również się rozejrzał.
-Gdzie ona jest?
-Telepnęła się! A czego się spodziewałeś? Może myślałeś, że ona zapyta cię, czy może wyjść?
-To co teraz? – Albus był nieco zdziwiony, załamany i takie tam różne, na skutek czegoś tam.
-Nic.
-Jak to nic? – zdenerwował się Albus.
-Nic.
-Nie zamierzasz jej szukać? – Dumbledore był nieco wytrącony z równowagi, więc sięgnął do szuflady biurka i, wyciągnąwszy butelką i dwie szklanki, spytał: - Napijesz się, Severusie?
-Dzięki, ale idę jej poszukać.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Mierzeja




Dołączył: 27 Gru 2006
Posty: 675
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz

PostWysłany: Śro 7:35, 01 Lip 2009    Temat postu:

110
-Tak więc – stwierdził Rasemus Vilages – zastosowanie tej reguły matematycznej gwarantuje szybkie rozwiązanie wyżej wymienionego problemu numerologicznego.
Chomik, która dawno skończyła obliczenia, nudziła się niemiłosiernie i została wyrwana z takiegoż stanu przez nagłe wtargnięcie do klasy profesora Snape’a.
-Jest tu Sam? – spytał.
-Nie. – odpowiedziała tak jak Chomik znudzona Andy.
-Gryffindor traci pięć punktów. – oznajmił Severus i zniknął za drzwiami.
-Kto to jest Sam? – Rasemus nie miał pojęcia, o kim mowa.
-Nie zna pan Sam???????? – Chomik zrobiła zdziwioną minę.
-Nie może jej pan nie znać. – zapewniła pospiesznie Bu. – To jest praktycznie niewykonalne.
-Ma lekcję na czwartej godzinie. – powiedziała Mirtle.
-I ma długie blond kłaki. – dołączył Piecek ze zdziwieniem obserwując to, co znalazł w rękawie szaty, a co niezaprzeczalnie było włosem Sam, a co z kolei nie bardzo ucieszyło znalazcę.
-A… ona. – Vilages zdawał się rozumieć, o czym mowa.
-No! Ona! – ucieszył się Piecek. „Ten nieskoordynowany myślowo nauczyciel nareszcie zdał sobie sprawę, o kim mowa.” – pomyślał.
-Ale za co on wam odjął punkty? – numerolog nie wiedział chyba zbyt wiele o świecie poza pracownią.
-Nie on – warknęła Chomik. – tylko Profesor Snape. – tu zrobiła maślane oczy, a Piecek na skutek wyżej wymienionych oczu załamał się.
-Ale dlaczego? – pytał w dalszym ciągu Rasemus.
-Nas się pan pyta? – zdziwiła się Bu.

***

Przerwa okazała się tym, czego Severus Snape nie lubił najbardziej. Dziki tłum uczniów wylewający się z wszelkiego rodzaju dziur w ścianach w postaci drzwi i nie tylko na pewno nie ułatwiał profesorowi życia, a tym bardziej poszukiwania Sam.
Jedyną rzeczą, jaką zobaczył Miszczunio (o ile to była rzecz), był tłum.
-Hufflepuff traci pięć punktów. – oznajmił, gdy wpadł na niego jakiś Puchon.

***

Sam siedziała w wieży Sybilli i nic, bo Trelawney sobie poszła.


111
W piątek Severus miał tylko dwie godziny. Ślizgoni i Gryfoni – tuż po lunchu. Lekcja miała się zaraz zacząć, a on wciąż nie znalazł Sam.
Znalazła się sama – przyszła na lekcję, tak po prostu, jakby nic się nie stało.
-Dobrze, że jesteś. – powitał ją, ale ona nawet nie odpowiedziała. Przeszła tylko obok niego z tą laską i nawet jednym spojrzeniem nie obdarzyła Miszczunia. Severus doszedł do wniosku, że lepsza Mierzeja niż jej ewentualny brak, więc zajęcia upłynąć miały spokojnie. Były to dwie godziny „otruj się sam” – nadobowiązkowych, podyktowanych dobrowolnym przymusem zajęć.
Mierzeja postawiła laskę pod ścianą tuż za sobą i zajęła miejsce jej przeznaczone i takie tam różne inne.
-Dziś zajmiemy się właściwościami… – zaczął Severus, próbując zignorować Hermionę Granger, która już zgłaszała się do odpowiedzi. – …promieniowania i jego wpływem na istoty… - tu musiał zignorować rękę Chomika, gdyż i ona zgłaszała się do odpowiedzi. - …żywe. – dokończył.
Malfoy rozglądał się nerwowo, obawiając się kolejnego uderzenia w nos. Hermiona i Chomik cały czas chciały odpowiadać. Sam patrzyła na niego dziwnie, a cała reszta siedziała jak na szpilkach, obawiając się tego, co nieuniknione i takich tam.
-Dziś nie pytam. – warknął Severus, poczym zaczął wykład. Mówił, i mówił, i mówił. Po paru minutach Chomik napisała do Andy:
„To prawdziwa laska maga.”
Mirtle odbazgrała:
„Zielona?”
„A co to ma do rzeczy?” – Chomik pisała dalej – „Jest stara”
„Sam?”
„Laska!”
„Ciekawe czyja?”
„Wygląda jak ta z rycin – jak laska Salazara Slytherina!!”
Tu nastąpiła seria następujących przypadków:
Andy, mając problemy z odszyfrowaniem notatki Chomika przeczytała na głos:
-Kogo? Salcesona Slytherina??????
Na sali zaległa cisza, którą przerwał Severus.
-Gryffindor traci dziesięć punktów.
-Ale za co? – spytała Chomik.
-Za pisanie do siebie liścików, a jeśli tak bardzo chcecie, to kolejne dziesięć za obrażanie pamięci jednego z założycieli tej szkoły.
-No ładnie. – burknął Piecek.
Po sali rozszedł się pomruk niezadowolenia.
-Na następnej lekcji zajmiemy się czymś innym. – oznajmił Severus. – A teraz jazda na przerwę.
Ludzie opuszczali pracownię Snape’a trzy razy szybciej niż do niej wchodzili, co było wynikiem całej godziny stresu, związanego z lekcją prowadzoną przez Miszczunia. Sam wyszła ostatnia w dalszym ciągu nie patrząc na Severusa.
„Co się dzieje?” – zaczął się zastanawiać.

***

-To laska Salazara Slytherina? – spytała Chomik Sam.
-Tak.
-Mogę potrzymać? – spytała Andy.
-Tylko nie wydłub komuś oka. – powiedziała Bu, wychylając się zza ramienia Chomika.
Mirtle wzięła laskę do ręki, obróciła nią kilka razy i powiedziała, a raczej głośno stwierdziła:
-Fajna. – po chwili zaś dodała: - Potęgo Księżyca, działaj!!!
Wszyscy spojrzeli na nią, ale nic się nie stało.
-Potęgo Marsa? – próbowała dalej Andy. Również nic. – Wenus? Saturna? Urana?
Sam odebrała jej laskę i spytała:
-Czy ty się aby na pewno dobrze czujesz?
-Gryffindor traci dziesięć punktów. – oznajmił Severus. – Mirtle do skrzydła szpitalnego.
-Ale jej nic nie jest. – zaprotestowała Chomik.
-To się jeszcze okaże. – warknął Severus do Chomika, patrząc na Bu. – Co tu jeszcze robisz?! – zagrzmiał. – Do skrzydła szpitalnego, ale już!!!
Andy wzruszyła ramionami i pomaszerowała w wyznaczonym kierunku.
-A reszta do sali! – Severus postanowił zapanować nad ludźmi, którzy obecnie głośno rozmawiali o lasce Sam, Salazarze Slytherinie i Mirtle. – Gryffindor traci pięć punktów! Jeśli się nie zamkniecie, to będzie dwadzieścia!
Oczywiście podziałało to na ludzi, którzy już wracali z przerwy do sali (Gryfonów), bo jakżeby mogło to nie podziałać. Godzina upłynęła spokojnie, jeśli nie liczyć powrotu Mirtle.
-No i? – spytał Severus.
-Pani Pomfrey spytała mnie, co ja tam w sensie skrzydła robię.
-I?
-Odpowiedziałam, że to pan kazał mi tam pójść.
-Więc?
-Pani Pomfrey kazała mi wracać. – stwierdziła Mirtle. – Ale właściwie – tu zmieniła temat. – o co chodzi z tym Salcesonem Slytherinem?
-Mirtle! Ty znowu bredzisz! Nie masz czasem gorączki? – zainteresował się Snape.
-Nie! A mam mieć?
Pragnę zauważyć, że Miszczunio tak jakby się załamał i tylko wskazał bezgłośnym gestem, by usiadła, więc Andy usiadła.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Mierzeja




Dołączył: 27 Gru 2006
Posty: 675
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz

PostWysłany: Śro 7:36, 01 Lip 2009    Temat postu:

112
-Sam, zaczekaj. – Severus zatrzymał dziewczynę. – Mam do ciebie kilka pytań.
-Tak?
-Związanych z tą laską. – tu Snape wzdrygnął się, bo wydało mu się, iż wąż się poruszył.
-Słucham. – Sam cały czas nawet nie spojrzała na Severusa.
-Co ci jest? – spytał.
-Nic.
-Jak to nic? – Snape nie wiedział, co powiedzieć.
-Nic.
-Depresja? – zasugerował.
-Co? – spojrzała na niego, a jego serce zatrzepotało jak kanarek uwiązany do trzepaka.
-Pytałem cię – powtórzył Severus – czy masz depresję.
-?
-Zachowujesz się jakoś dziwnie.
-Ja nie wiem, o co panu chodzi, profesorze. – powiedziała, znów patrząc na buty.
-Czyżby coś się stało?
-Ten sprzęt – tu wskazała laskę – jest nieporęczny.
-Mam dziwne wrażenie, że to nie o to chodzi.
-Jakiż pan domyślny. – zdziwił go jej sarkastyczny ton.
I Sam sobie poszła, a Severus cukrzył na czym świat stoi, bo nie dowiedział się, o co chodzi.

***

-Czyżby coś nie tak? – spytał Syriusz Severusa.
-Widzę, że odzyskałeś głos, więc szczekaj jak najdalej ode mnie.
-Jaki włos i jakie czekaj?
-Nie dość, że kundel, to do tego głuchy. – Snape pochylił się nad swoim talerzem.
-Znowu problemy z Sam? – Łapy nie odstraszyło mordercze spojrzenie Snape’a, więc kontynuował: - Słyszałem o tych dziwnych zachowaniach uczniów na eliksirach oraz o tym, że Mierzeja dostała laskę Salazara Slytherina. To wręcz nieprawdopodobne. – Syriusz trajkotał jak katarynka.
-Nie twój interes. – burknął Miszczunio, poczym wstał od stołu i, zlokalizowawszy Sam, podszedł do niej.

***

Kolacja upływała Sam pod znakiem kurczaka w pomarańczach z czymś tam i jeszcze czymś innym. Tym ostatnim był Severus Snape (choć niektórym mogłoby się wydawać, że to ktoś inny, jednak to na pewno on). Miszczunio stanął za Sam i wymownie chrząknął, chcąc zwrócić jej uwagę. Mierzeja obróciła się i natychmiast wykonała kolejny zwrot o 180 stopni. Po chwili chwyciła laskę, którą uprzednio położyła pod ławą i bąknąwszy ciche „przepraszam” telepnęła się gdzieś.
Gdziesiem okazały się drzwi wejściowe wielkiej sali. Severus zlokalizował dziewczynę, ale ona umknęła czym prędzej. Chciał pójść za nią, ale nagle profesor Dumbledore odezwał się:
-Proszę wszystkich o pozostanie na miejscach. Nauczyciele pójdą ze mną. Prefekci zobowiązani są pilnować porządku. Nikt! Podkreślam, NIKT nie może wyjść z tej sali!
-Ale dlaczego? – padło pytanie z sali.
-Czarny Pan czeka u bramy Hogwartu wraz ze swą świtą. – powiedział Albus. – Severusie, pozwól. Panie Potter, pana też poproszę!
Wszyscy wyżej wymienieni wyszli z sali, zamykając drzwi potężnymi zaklęciami, a wewnątrz zapanowała panika, chaos i destrukcja.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Mierzeja




Dołączył: 27 Gru 2006
Posty: 675
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz

PostWysłany: Śro 7:36, 01 Lip 2009    Temat postu:

113
-Gdzie jest Sam? – spytał Albus Severusa.
-Nie mam pojęcia.
-Jak to?
-Wyszła.
-Pozwoliłeś jej wyjść? – tu do rozmowy włączył się Syriusz.
-Ona wyszła! – oznajmił Severus. – Ja nie mogłem nic zrobić!
-Dobrze, rozumiem. – powiedział dyrektor.
Schodami weszli na mury zamku. Sam stała na blankach. Jej włosy rozwiewał wiatr. Severus stanął jak wryty. Mierzeja patrzyła na księżyc – było kilka dni po pełni, a mimo to Lupin spoglądał z trwogą na tego satelitę.
-Sam? – odezwał się Dumbledore.
-Ona wygląda jak Batman Forever. – szepnął Harry do Syriusza.
-Zamknij się! – Snape musiał dosłyszeć rozmowę.
Mierzeja obróciła się i oznajmiła:
-Już jest.
-Kto? – spytał Syriusz.
-Voldemort. – powiedział cicho Harry.
Sam wychyliła się zza jednej z blank i spytała, a że głos miała taki, a nie inny, czyli na tyle donośny, że nic nie było w stanie go pokonać, pytanie dotarło do adresata, a brzmiało ono:
-Czego tu?!!!
Z dołu dobiegły ich jakieś odgłosy, po chwili Sam ponownie wychyliła się i powiedziała odpowiednim tonem:
-Jeśli chcesz coś powiedzieć, to się bardziej postaraj, bo tu nic nie słychać!
Po chwili pojawił się lśniący napis:
„SAM! NIKT NIE ZABRONI MI CIĘ WIDYWAĆ!”
-Co? – Mierzeja była zdziwiona.
-To jakiś świr. – mruknął Albus.
-To nie świr, to Voldemort! – Syriusz spojrzał na Sam, która nawet nie drgnęła.
Kolejny napis:
„MOŻE SIĘ UCIESZYSZ, BO ZNALAZŁEM TWOJĄ MATKĘ!”
Z dołu dobiegł opętańczy śmiech.
-Co? – tym razem Severus nie wiedział, o co chodzi.
-Jak? – Sam najwyraźniej nie dowierzała świecącemu napisowi.
-Nic nie widać. – doszedł do wniosku Albus i zapalił olbrzymi lampion nad błoniami.
Przy bramie stało około czterdziestu osób ubranych w długie, czarne płaszcze.
Kolejny napis:
„ZGINIESZ, POTTER!”
-Czy moglibyśmy skupić się na czymś innym? – spytała Sam.
Potter wychylił się zza jednej z blank, poczym natychmiast się schował, trzymając się za bliznę.
-Spokojnie. – stwierdziła Sam.
-Nie wychylaj się, Potter. – warknął Snape. – Bo postradasz nie tylko punkty, ale i życie.
-Nie mam zamiaru stać i patrzeć. – stwierdziła Sam.
-Nigdzie nie pójdziesz. – oznajmił lodowatym tonem Flitwick.
-Może mnie pan ukarać szlabanem oraz czym pan tylko chce, ja idę! – tu chwyciła poły sukni (którą z nieznanych nikomu przyczyn miała na sobie – długą trawiastozieloną suknię z jedwabiu, której niejedna dama dworu Ludwika XIV by jej pozazdrościła) i skoczyła z muru. Snape stał przerażony, Albus również, a Syriusz skoczył za Sam. Wylądowała miękko jak kot (Łapa nie miałby możliwości niepołamania nóg, gdyby po drodze się nie transmutował).
-Rodzinka prawie w komplecie. – oznajmił Voldemort.
-Coś ci się wydaje. – odparła Sam.
-Jak śmiesz w ogóle się odzywać?! – zagrzmiał Voldemort.
-Nigdy nie uwierzę, że znalazłeś moją mamę, bo to jest niemożliwe.
-I masz rację, bo zamierzałem cię tu ściągnąć, potem wykończę Pottera! A ten pies tu czego?
Syriusz zawarczał z oburzeniem i obnażył (pokazał ma się rozumieć) kły. Voldemort wycofał się. Sam otaczał tłumek Śmierciożerców (Łapę też).
-Tylko nie zróbcie jej krzywdy. – zaapelował Czarny Pan.
Śmierciożercy zacieśnili kręg. Sam stała spokojnie, a Łapa warczał.
Błysnęła różdżka jednego ze Śmierciożerców i Sam, stuknąwszy laską w ziemię, rozpostarła ochronną osłonę. Promień odbił się i ugodził w innego zwolennika Voldemorta. Rozpętało się małe piekiełko, bo wszyscy rzucali zaklęcia na Sam, coś im to jednak zbytnio nie wychodziło. Uderzali raz po raz w osłonę, która zaczęła się chwiać.
Syriusz wrócił do własnej postaci.
-Cukier! – zaklął. – Czym oni rzucają?!
-Zaklęciami! – odpowiedziała zgodnie z prawdą.
-Stop! – zabrzmiała komenda. Jej autorem był Lucjusz Malfoy. Śmierciożercy rozstępowali się przed nim. Jako jedyny, poza Czarnym Panem, nie miał na głowie kaptura.
-Nareszcie pokazałeś, po której stronie jesteś. – wycedził Łapa.
-To nie ma nic do rzeczy. – spokojnie stwierdził Lucjusz. – Gdy Pan zajmuje się Potterem, ja przejmuję dowództwo, więc może porozmawiajmy. – zaproponował. – Przecież chodzi tylko o to, by poznać kogoś, nieprawdaż?
-Spadaj, Malfoy. – poinformował go Łapa. – Spadaj!
-Jakiż jesteś elokwentny!
-Powiedziałeś „Potterem”? – wtrąciła Mierzeja.
-Tak.
Spojrzała na mury – jakiś dziwny ruch i dwie postacie runęły w dół.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Mierzeja




Dołączył: 27 Gru 2006
Posty: 675
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz

PostWysłany: Śro 7:37, 01 Lip 2009    Temat postu:

114
Zaklęcie „Accio Potter” bardzo spodobało się Voldemortowi. Nie przewidział tylko kilku bardzo dziwnych rzeczy, które stały się udziałem wielu ludzi, a przy okazji skutków ubocznych.

***

Sam zdjęła błyskawicznie osłonę i zaczęła hamować tych ludzi, którzy spadali. Była pewna, że to Potter i Snape. Łapa pilnie obserwował Śmierciożerców. I zaczęło się.
Jakiś nadpobudliwy podwładny Czarnego Pana strzelił w Sam. To było coś mocnego, bo dziewczyna zachwiała się i na chwilę przerwała hamowanie upadku. Syriusz nie czekał, rąbnął w pierwszego nadarzającego się Śmierciożercę zaklęciem oślepiającym. To dało innym do zrozumienia, że najwyższy czas na zabawę. Sam wymamrotała tylko:
„Niewidzialna winda płynie
w dół więc nic
nie stanie się dziś im”
i w następnej chwili najbliżej stojący Śmierciożerca został uderzony laską w głowę. Kolejny runął podcięty. Malfoy zarobił laską między oczy, co sprowadziło go do pozycji horyzontalnej. Zanim ktokolwiek się zorientował, ponad dziesięciu Śmierciożerców leżało na murawie, z czego ponad połowa była nieprzytomna, a cała reszta nie przedstawiała dużej wartości militarnej. Ci, którzy jeszcze stali na nogach, odsuwali się jak najdalej od Sam. Ona natomiast, omiótłszy wzrokiem zaistniałą sytuację czasoprzestrzenną, oznajmiła:
-To mają być ci siejący grozę Śmierciożercy? – kpina w jej głosie była tym, czego można się spodziewać, a mianowicie wyzwaniem. – Wy nie jesteście Śmierciożercy, tylko śmieciożercy! Dziadku! – tu poszukała wzrokiem Voldemorta, a gdy go znalazła, to oświadczyła: - Nie mogłeś sobie sprawić lepszej ekipy?
Tu postanowiła podejść do Voldemorta. Syriusz podążył za nią. Słudzy Czarnego Pana rozstępowali się przed nimi. Severus stał za Voldemortem dobre dziesięć kroków. Nieopodal na murawie leżał Potter.
-Zabiłeś go! – oznajmiła tonem ostrym jak brzytwa, a jednocześnie lodowatym niczym przestrzeń między planetarna. – Nie daruję ci tego! – tu jej oczy zapłonęły złowrogo.
-Chyba zapominasz, do kogo mówisz. – oznajmił Voldemort.
-Doskonale zdaję sobie z tego sprawę. – odparowała.
Syriusz kipiał złością na tego człowieka, jeśli to coś można nazwać człowiekiem.
-Glizdogon! Do mnie! – zakomenderował Czarny Pan.
Peter wyszedł z tłumku po prawej stronie.
-Zdrajca! – wycedził Syriusz. – Ty też jesteś zdrajcą! – jak wiadomo, ale może nie wszystkim, pierwsze stwierdzenie skierowano do Pettigrewa, drugie zaś do Snape’a. Ten ostatni stał niewzruszony, a jego szata łopotała na wietrze.
-To wierni słudzy. – oznajmił Voldemort.
-To niewierni kłamcy. – odparowała Sam ku przerażeniu Severusa, gdyż i do niego również skierowano te słowa.
-Ładna laska. – oznajmił ni z tego, tylko z czego innego.
-Zabiłeś Pottera! – złość Sam narastała.
-Zdrajca! – cedził dalej Syriusz, mordując Glizdogona wzrokiem i zaciskając dłoń na różdżce.
-Nikogo jeszcze nie zabiłem. – powiedział Voldemort.
-Może należałoby dodać coś w stylu „w tej chwili”, bo do całokształtu twórczego twojego życia, dziadku, to na pewno się nie odnosi! Zabiłeś Pottera!
-Którego? – spytał nieprzytomnie Voldemort.
Mierzeja była wściekła i była tylko, albo i aż, Dziewicą Slytherinu, więc mogła sobie pozwolić na coś takiego. Podeszła do Voldemorta i, wskazując laską na stojących jeszcze Śmierciożerców, powiedziała:
-Miłego spania.
I padli (tzn. Śmierciożercy) jak muchy na murawę. Pozostali tylko Glizdogon, Syriusz, Sam, Voldemort i Severus. Mierzeja nie zmieniła tematu i, dźgnąwszy laską w pierś Czarnego Pana, oświadczyła:
-Zabiłeś Pottera.
-A co ty z tym Potterem? – żachnął się Voldemort. – Nawet nie był przystojny.
-Nie tobie to oceniać. – tu Sam chwyciła za połę szaty Voldemorta. Jednak on się tym nie przejął. Pettigrew i Syriusz stali naprzeciw siebie, a Severus stał i paczył się.
-Już nigdy nikogo nie zabijesz. – wypowiedziała te słowa, jakby były przepowiednią.
-Nigdy – Voldemort cały czas się uśmiechał, a teraz wyszarpnął szatę z ręki Sam i dodał: - nie masz pewności.
-Zawsze masz przygotowaną jakąś kwestię na taką okoliczność? – spytała.
-A co ci do tego?
-Zginiesz. – oznajmił Syriusz. Peter skulił się. – Zginiesz za to, że zdradziłeś przyjaciół! – tu, wycelowawszy różdżkę w Glizdogona, oznajmił: - Alacanterali!
Pettigrew rąbnął o ziemię po kilku metrach lotu bez wyraźnych znaków przytomności.
-Nieźle. – oznajmił Syriusz.
W czasie, gdy Sam obserwowała wdzięczny lot Glizdogona, Voldemort szybkim uderzeniem w głowę (a konkretniej w potylicę) pozbawił Sam przytomności.
Murawa powitała ją głośnym, acz głuchym dźwiękiem, przywodzącym na myśl łomotanie. Severus podszedł do niej i, upewniwszy się, że nic jej nie jest, odetchnął z ulgą. Voldemort oznajmił:
-Zabierz ją i idziemy.
-Chwilkę! – Flitwick stał obok Syriusza, a także McWiadomoKto, Dumbledore’a i profesor Trelawney.
-Święci Pańscy! – zakpił Voldemort. – Orszak powitalny! Ale obawiam się, że się spóźniliście, bo ja już wychodzę.
-Wychodzisz, ale Sam zostaje. – Albus omiótł przestrzeń wzrokiem, a zauważywszy Pottera w stanie takim, a nie innym, wskazał go, co z kolei wywołało złość i bunt w sercach wszystkich.
-Zostaw ją. – powiedział Albus.
-To moja… - zaczął Voldemort, ale mu przerwano.
-Ona zostaje na przerwę świąteczną w szkole, więc nie możesz jej ot tak zabrać! – poczym dyrektor poczęstował Czarnego Pana ogłuszaczem i lustrzaczem wzmocnionego efektu, co zniechęciło Voldemorta do działań. Śmierciożercy, którzy budzili się z drzemki, chyłkiem umykali do Zakazanego Lasu. Czarny Pan uchodził, pokonany przez Dumbledore’a. Uciekał, zostawiając Sam, uciekał goniony przez roztwór „gadzich odnóży i kocich ogonów” – najnowszy wymysł Albusa.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Mierzeja




Dołączył: 27 Gru 2006
Posty: 675
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz

PostWysłany: Śro 7:37, 01 Lip 2009    Temat postu:

115
Poppy zajęła się Potterem niezwłocznie, co przyniosło pozytywne efekty, gdyż okazało się, że ma do czynienia z człowiekiem żyjącym, a nie z człowiekiem inaczej zorientowanym w sprawach oczywistych (czytaj: zwłoki).
-Co jej? – spytała Poppy, gdy Harry został odtransportowany przez McGonagall do zamku.
-Uderzenie w potylicę. Nie jestem pewien, czy nie zostało przy tym rzucone jakieś zaklęcie. – Severus trwał pochylony nad Sam.
-Zabieram ją. – tu wymamrotała coś, co brzmiało jak „niewidzialne nosze”, więc te ostatnie pojawiły się. Snape ułożył na nich Sam, poczym chciał pójść za nią, ale Albus zatrzymał go celem jeszcze Severusowi nieznanym.
-Dzięki, że złapałeś Pottera.
-A miałem inne wyjście, skoro ten patałach akurat przemieszczał się po takim, a nie innym torze? – warknął Severus.
-Mimo wszystko dziękuję. Jednego tylko nie rozumiem: jak udało ci się złamać zaklęcie Voldemorta?
-To już moja tajemnica. – tu Snape się uśmiechnął. -> numer z iluzją rozwścieczonego hipogryfa dostatecznie rozproszył Czarnego Pana.
-I: dlaczego Śmierciożercy spali?
-To Sam i jej zaklęcie. Z założenia miało uśpić wszystkich, którzy chcieliby jej w czymkolwiek przeszkodzić.
-Na ciebie nie podziałało?
-Sweterek. – stwierdził Severus, prezentując Albusowi, aczkolwiek niechętnie, dzieło profesor Trelawney. – Działa bez zarzutu.
-To włosy…? – Dumbledore obejrzał ściągacz przy rękawie.
-Sam. – stwierdził Snape.
-Ciekawe czy i ja mógłbym taki dostać?
-Nie przewidujemy serii tego typu produktów. – lodowato oświadczył Snape, poczym poszedł za Poppy do skrzydła szpitalnego.

***

-Harry Potter mieć szczęście. – oznajmił Zgredek. Było kilka minut po północy, a on nie bardzo wiedział, co się działo przez dość długi czas. – Harry Potter mieć szczęście. – powtórzył skrzat i zniknął.
Potter nie miał jednak pojęcia, o co Zgredkowi chodziło.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Mierzeja




Dołączył: 27 Gru 2006
Posty: 675
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz

PostWysłany: Śro 22:11, 01 Lip 2009    Temat postu:

116
-Moja głowa! – jęknęła Sam. – Dlaczego zawsze moja głowa?
-Żyjesz! – doszedł do wniosku Syriusz.
Mierzeja, gdy tylko to usłyszała, od razu otworzyła oczy i chciała usiąść, jednak zaraz opadła na poduszkę.
-Coś się stało? – zatroskał się Black.
-Moja głowa…
-Dobrze się czujesz? – spytał Łapa.
-Oczywiście! Naturalnie! – sarknęła. – Tylko mam dziwne wrażenie, które przedstawia się następująco: czuję się, jakby mi ktoś łopatą w łeb przyłożył! A każde pańskie słowo zachowuje się jak dźwięk piły mechanicznej i organów kościelnych!
-Nie rozumiem. – poinformował ją Syriusz.
-Ona sugeruje, że powinieneś się zamknąć, patałachu. – głos ten niezaprzeczalnie należał do Severusa Snape’a, który w tej chwili wyłonił się z cienia.
-Mój łeb… - Sam najwyraźniej nie czuła się najlepiej.
Syriusz nie pozostał dłużny Severusowi i wygłosił następujące zdanie:
-Zgiń! Przepadnij, maro nieczysta!
-Pragnę cię poinformować – wycedził Snape – że myję się codziennie.
-Co nie dotyczy włosów. – dodał Łapa.
-Ale przynajmniej nie mam pcheł.
Na te słowa Syriusz wyciągnął przed siebie rękę z wyprostowanym kciukiem i palcami wskazującym i środkowym.
-Co to jest? – spytał Severus.
-To egzorcyzm. – doinformował go Łapa.
-?
-Brzmi, to znaczy nazywa się… – tu Syriusz próbował Sobie przypomnieć. – O, mam. „Odwal się, głupia krowo!”
Severus popatrzył na niego jak na idiotę, bo w tej chwili Syriusz na nic innego nie zasługiwał, poczym powiedział spokojnie:
-Jeśli chcesz się bawić w poganiacza mugolskiego bydła, to trzydzieści mil na południe jest dla ciebie robota, bydło też.
Black postanowił nie odpowiedzieć na te słowa, co było zupełnie zrozumiałe, bo pojawiła się pani Pomfrey i stwierdziła:
-Jeśli natychmiast się nie zamkniecie, to was wyproszę, a poza tym jest 5.30, a o tej godzinie…
-Normalnie ludzie wstają. – dokończyła Sam.
Wszyscy na nią spojrzeli, co było całkiem zrozumiałe.
-Czy powiedziałam coś nie tak? – spytała po chwili.
-Nie! – upewniła ją Poppy, poczym dodała w kierunku Blacka i Snape’a – Wynocha! Ale już!
Severus nic sobie nie zrobił z ostrzyżyn Pomfrey, więc można się było spodziewać, że i tym razem tak będzie. I oczywiście było. Łapa natomiast koniecznie chciał zostać, więc został, informując Poppy:
-Nie wybieram się nigdzie.
-Mam jedno pytanie. – odezwała się Sam. – Kim wy wszyscy do jasnego cukru jesteście?!?
Zaległa cisza.
Severus popatrzył na Syriusza, który z kolei spojrzał na Pomfrey.
-Czy ktoś mi udzieli odpowiedzi? – dopytywała się dziewczyna.
-Wypij to. – poleciła Poppy, podając Sam flakonik wyjęty z jakiejś bliżej nieokreślonej kieszeni.
-Ale co to jest?
-Wypij.
Gdy tylko Mierzeja wypiła zawartość tegoż pojemniczka, zapadła w sen. Severus wysunął buteleczkę z dłoni Sam i powąchał.
-Usypiacz 31/21?
-Tak. – Poppy potwierdziła.
-Może ktoś mi wytłumaczy, co się tu dzieje! – zasugerował Syriusz.
-Mnie również. – głos należał do Dumbledore’a.
-A ten tu czego? – burknął pod nosem Snape.
-Jest… - tu Poppy spojrzała na zegarek. - …5.31! Jest sobota! Więc moglibyście przychodzić w odwiedziny koło 10.00!
-A co to ma do rzeczy? – spytał Łapa.
-Mamy tu Sam – tłumaczyła cierpliwie Poppy – w dość dziwnym stanie i Pottera, który ledwo żyje, więc może to was jakoś przekona.
Faceci spojrzeli po sobie i odpowiedzieli zgodnie:
-Nie!
-Mamy zamiar dowiedzieć się, co się stało Sam – stwierdził Albus – oraz dlaczego Potter jest ledwo żywy, ale, jak widzę, na ewentualne pierwsze pytanie odpowiedzi chwilowo nie ma, a co do drugiej kwestii, to poproszę ciebie, Severusie, na słówko.
-W towarzystwie się nie szepcze. – poinformował dyrektora Syriusz.
-Dlatego pójdziemy sobie z Severusem na krótki spacerek. – poinformował Blacka Dumbledore.
Przy drzwiach Snape obrócił się i ze złośliwym uśmieszkiem poinstruował Łapę:
-Waruj!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Mierzeja




Dołączył: 27 Gru 2006
Posty: 675
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz

PostWysłany: Śro 22:11, 01 Lip 2009    Temat postu:

117
Pani Pomfrey nie pozwoliła mu wstać, nie pozwoliła nikomu na odwiedziny u niego, więc Harry nudził się niemiłosiernie. Zastanawiał się, dlaczego jest tak, a nie inaczej, no ale Poppy zawsze miała jakieś logiczne wytłumaczenie. Po raz kolejny omiótł wzrokiem pomieszczenie i kolejny raz zatrzymał spojrzenie na Sam. Była 7.52. Tak przynajmniej twierdził zegarek Harry’ego, co jednak nie dawało mu stuprocentowej pewności, czy aby to jest właściwy czas oraz czy przypadkiem nie jest to czas gdzieś w okolicach Moskwy. Sam najwyraźniej spała, choć, jak wydawało się Harry’emu, coś było nie tak.
-Wiem. – pomyślał. – przecież ona zawsze wstaje przed szóstą. Przynajmniej tak utrzymywał Malfoy, gdy rozwodził się nad jej zaletami. Ciekawe, czym ją napoili?
Sam poruszyła się, zamrugała powiekami i przeciągnęła się. Po chwili Potter usłyszał:
-Jasny cukier! Moja głowa!
-Sam?
Spojrzała na niego i spytała:
-Kto to jest Sam i kim ty jesteś, i co ja tu robię, i czym ja w łeb zarobiłam? Kowadłem?
-Sam to ty. – odpowiedział Potter, starając się nadążyć za pytaniami i odpowiadać we właściwej kolejności. – Ja jestem Harry Potter. Niestety, nie wiem, w co lub co cię uderzyło, więc na ostatnie pytanie nie jestem w stanie udzielić ci informacji.
-Co ja tu robię? – spytała powtórnie.
-Leżysz? – zasugerował.
-A gdzie?
-W łóżku w skrzydle szpitalnym w Hogwarcie. – stwierdził Harry.
-?
-Chyba mocno się uderzyłaś. – powiedział. – Może ja zawołam panią Pomfrey?
-Tą w białym czepku? – spytała.
-Tak.
-Lepiej nie. – odpowiedziała Sam. – Blizna ci się świeci.
-Co? – Harry dotknął czoła.
-Dziwne. – stwierdziła Mierzeja. – Już nie świeci.
-Może jednak… - zaczął, ale mu przerwano.
-Panie Potter! Niech się pan nie waży wstawać! – Poppy pojawiła się w zasięgu wzroku i wręczyła Harry’emu kubek. – Proszę to wypić.
-Ble! – stwierdził z niesmakiem, gdy powąchał opary. – Co to za paskudztwo?
-To na uspokojenie.
-Tere-fere. – zakpiła Sam. – Taki kit to można komu innemu wciskać. Na uspokojenie to taką dawkę serwuje się stadu rozjuszonych troli górskich.
-Co? – Harry spoglądał to na kubek, to na Pomfrey, to na Sam.
-Pośpisz sobie – stwierdziła. – dość długo, same opary usypiają. Nawąchałeś się chyba wystarczająco.
Głowa Harry’ego opadła na poduszkę.
-On miał to wypić! – wkurzyła się Pomfrey.
-Spałby przez tydzień. – poinformowała ją Mierzeja.
-O to chodziło. – Poppy przelała zawartość pojemnika do flakonu.
-Tak czy siak śpi. – powiedziała Sam.
-Ta dzisiejsza młodzież! – z tymi słowami wyszła z pokoju.


118
Rozmowa Albusa z Severusem przebiegała w następujący sposób:
-To moja wina. – Snape spuścił głowę. – Nie powinienem był pozwolić Potterowi na jakąkolwiek ewentualność spotkania Czarnego Pana. Powinienem był bardziej zwracać uwagę na to, co dzieje się z Sam, i powinienem był ją chronić. Wszystko wyniknęło z mojej nieodpowiedzialności…
-Czy ty przypadkiem nie przesadzasz? – Albus uważnie przyjrzał się Severusowi.
-To moja wina. – kontynuował Snape.
-Człowieku! – Dumbledore najwyraźniej zaczynał tracić cierpliwość. – Nie wiem, jak to zrobiłeś, ale dzięki tobie Potter żyje! Nie rozumiem, dlaczego się zadręczasz!
-Bo to moja wina. – Miszczunio po raz kolejny powtórzył to zdanie.
-Cukier prawda. – oznajmił dyrektor. – Czy ty nie rozumiesz, że gdyby nie ty, to on by już nie żył?! A tak właściwie… - zaczął zastanawiać się Albus. - …to w jaki sposób udało ci się go ocalić?
-Dlaczego, do jasnego cukru, mówisz cały czas o Potterze?! – wkurzył się Severus. – O Sam to nie pomyślisz?!
-Ona miała spotkanie z dziadkiem. – stwierdził Dumbledore.
-No jasne. – zakpił Snape. – To wszystko wyjaśnia! Niezaprzeczalnie!
-Dobrze. – Albus zrezygnował z czegoś, co było stałym punktem jego rozmów z Severusem. – Opowiedz wszystko po kolei.

***

-Ale ja w dalszym ciągu nie rozumiem. – tłumaczyła Sam.
-Nic nie szkodzi. – stwierdziła Poppy, wręczając jej kubek. – Wypij.
-Nie wypiję żadnego środka na uspokojenie. – stwierdziła spokojnie. – Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek była tak spokojna. – odparła Mierzeja.
-A cokolwiek pamiętasz? – spytała Pomfrey.
-Nie. – ta krótka, węzłowata odpowiedź padła po chwili namysłu.
-To wypij. – poleciła Poppy.

***

-To było bardzo, ale to bardzo dziwne. – zaczął Snape.
-Tak samo jak dawno, dawno temu? – wtrącił Syriusz.
-A ty tu czego! – warknął Severus. – Jazda stąd! Na samochody szczekać!
-Severusie. – zaapelował Albus. – Uspokój się! – tu spojrzał na Łapę. – A ty dlaczego Pottera nie pilnujesz? Co?!
Syriusz zaniemówił, więc Dumbledore poinstruował Snape’a: - Kontynuuj.
-To Sam powstrzymała mój i Pottera… – nazwisko to wymówił z widocznym niesmakiem. – …upadek.
-Domyśliłem się. – Albus spojrzał na Snape’a.
-Najwyraźniej nie lubi oglądać ludzi w postaci placków na murawie. – doszedł do wniosku Łapa.
-Zamknij się. – poinformował go Albus, poczym zapytał Snape’a. – Co dalej?
-Potter wylądował na trawie na skutek pojedynku szybciej, niż można się było spodziewać. Dostał powtórkę zaklęcia nr 1, czyli „Accio Potter”, i w następnej chwili był ledwo przytomny, bo Czarny Pan po raz kolejny dźgał go palcem w czoło.
-A ty nic nie zrobiłeś?!?!?! – wybuch Łapy był tym, a nie czym innym, czyli wybuchem.
Albus spokojnie nakazał Syriuszowi:
-Zachowuj się.
-A potem Potter zarobił jakimś dziwnym oszałamiaczem, zanim zdążył sięgnąć po różdżkę. – mówił Snape.
-I ty znów nic nie zrobiłeś! – Poppy dołączyła do rozmowy.
-Do jasnego cukru! Dajcie mi wszyscy święty spokój! – Severus najwyraźniej miał dość tej rozmowy.
-Doskonale wiesz o tym, że gdyby pomógł Potterowi, zostałby na miejscu zgładzony. – spokojnie stwierdził Albus. – Dlatego nie czepiajcie się Severusa. – zaapelował, poczym dodał w kierunku Poppy: - Co z Sam?
-Czasowy, mam nadzieję, zanik pamięci, spowodowany zaklęciem nie znanym mi. – odparła Pomfrey. – Jednak to dość dziwne. – kontynuowała pielęgniarka.
-Co? – zainteresował się Severus.
-Wiedza alchemiczna nie uległa wykasowaniu. Nie rozumiem dlaczego.
-Ja też nie. – powiedział Albus. – Severusie, może ty byś… - tu rozejrzał się w poszukiwaniu Snape’a, który był już niestety nieosiągalny wzrokowo i słuchowo dla dyrektora ze względu na odległość, jaka ich dzieliła. - …wymyślił. – dokończył. – Gdzie on się podział?
-A kto go tam wie? – skomentował Łapa.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Forum Ferajny Strona Główna -> Fan Fiction Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następny
Strona 4 z 8

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin