Forum Forum Ferajny Strona Główna Forum Ferajny
Forum Świstaków
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Dziewica Slytherinu
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Forum Ferajny Strona Główna -> Fan Fiction
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Mierzeja




Dołączył: 27 Gru 2006
Posty: 675
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz

PostWysłany: Śro 7:27, 01 Lip 2009    Temat postu:

85
Tymczasem Syriusz miał doinformować Dumbledore’a o tym, co się stało. Jakież więc było jego zdziwienie, gdy zobaczył Severusa wychodzącego ze składziku na miotły, niosącego Sam. Niezauważony przez Miszczunia podszedł na tyle blisko, by znaleźć się w jego polu widzenia i zapytał:
-Coś ty tam robił?
Snape drgnął nerwowo, ale zaraz się uspokoił, bo cóż może komuś zrobić Łapa? Zjeść buty? Zniszczyć wycieraczkę?
-Udało nam się wrócić.
-Tak. – Black był zły. – A co zrobiłeś Sam?
-Mam wrażenie, że zemdlała z przyczyn zupełnie niemagicznych. W katedrze było dość duszno.
-Wziąłeś z nią ślub? – spytał z niedowierzaniem Syriusz.
-Nie.
-To co robiliście w schowku na miotły? – spytał.
-Nic, co mogłoby cię interesować. – odparł Severus.
-Jeśli ty… - zaczął Łapa, ale Miszczunio mu przerwał:
-Ja nigdy bym nie pomyślał, że jesteś tak nieprzyzwoity. – słowa Severusa musiały wywrzeć duże wrażenie.
-To co robiłeś z nieprzytomną małolatą w schowku na miotły.
-Sam ustawiała czas. – Snape zrobił kilka kroków. Syriusz zareagował natychmiast.
-Gdzie się wybierasz?
-Do Dumbledore’a.
-A nie lepiej do skrzydła szpitalnego? – spytał Łapa.
-Do Dumbledore’a. – oznajmił Snape.
-Jak chcesz. – odparł Syriusz.

***

-Jak pan widzi, sprawa jest raczej skomplikowana. – to zdanie zakończyło długi wywód przy herbacie.
-Tak. – potwierdził dyrektor, wlepiając w nią swe oczy.
Tu nastąpiło wtargnięcie do pomieszczenia Syriusza, poprzedzonego przez Severusa niosącego Sam.
-Z przykrością muszę stwierdzić – zaczął Łapa, ale przerwała mu babcia Mierzei.
-To ten miły, młody człowiek w czerni. – oświadczyła i, gdy dostrzegła Sam, poinstruowała. – Połóż ją.
Severus położył i babcia straciła zainteresowanie dyrektorem. Albus był zły, że im przeszkodzono.
-A wy tu czego? – spytał.
-Udało im się wrócić. – oznajmił Syriusz.
-Skąd? – spytał nieco zdezorientowany dyrektor.
-A niby z jakiego źródła mogę mieć tę informację? – zirytował się Black. – Severusa pytaj.
Albus podszedł do Snape’a i spytał:
-Gdzieś ty się pałętał? – tu nastąpiła reakcja odpowiednia do sytuacji.
1)Babcia popatrzyła dziwnie na dyrektora
2)Snape popatrzył na dyrektora
3)Babcia powiedziała: „Daleko”
Nagle pojawiła się Andy na skutek przyjścia do gabinetu dyrektora i usłyszawszy tę odpowiedź zaintonowała pieśń o następujących słowach:

Daleko, daleko,
za górą, za rzeką,
pozostała klatka biała,
a w niej Chomik spał.

Bo Michał daleko,
za mostem, za rzeką,
w łzach usycha,
tęskni z cicha,
jak bez deszczu grad.

Niech serce
chłopięce
nie tęskni już
Wraca Michał,
ale kicha,
do Chomiczki swej!
(mój miły!)

Daleko, daleko,
za torem, za dworem,
Michał prosił ją wieczorem
Chomik mu jak kat.
(mój miły!)

Dziewczyno z maliną
niech łzy me nie płyną
wrócę do Cię
już na płocie
wiszę dzisiaj sam.

I co z tego, że tęskniło
za mną serce twe
spadaj luby
i złóż śluby
innej damie swej.
(mój miły!)

Gdy Andy skończyła, Syriusz popatrzył na nią dziwnie i spytał:
-Ale dlaczego?
-Co? – spytała zdziwiona.
-Apropos czego to zostało zaintonowane? – spytała babcia.
-Odległości czasoprzestrzennej.
-Aha. – to tu to Albus.
Snape cały czas trwał pochylony nad Sam.
-Młody człowieku – poinstruowała go babcia. – idź sobie.
-Dlaczego? – spytał, odrywając wzrok od bladej twarzy Mierzei.
-Nikt nie lubi budzić się, gdy ktoś na niego patrzy. – wyjaśniła. – To powoduje zakłopotanie i różne takie tam. Poza tym – dodała – wyglądasz, jakbyś już dawno nie oglądał słońca, o świeżym powietrzu nie wspominając.
-O Sam? – zauważyła Andy. – Czy ona jest nieprzytomna?
-A coś ty myślała. – burknął Syriusz. Snape się nie odezwał. Mirtle poszperała w torbie i wyciągnęła małą buteleczkę z ciemnego szkła i, odkręciwszy ją, podstawiła pod nos Sam. Po chwili Mierzeja zamrugała zdziwiona i usiadła. Andy zakręciła buteleczkę i schowała w czeluści szaty.
Zanim jednak to zrobiła, Snape chwycił ją za szatę i potrząsnął.
-Co robisz? – zagrzmiał. – Chcesz ją otruć? Gryffindor traci piętnaście punktów.
-Za co? – spytała Mirtle.
-Severusie – zasugerował Dumbledore. – puść tę dziewczynę i popatrz.
Gdy tylko wzrok Snape’a padł na oprzytomniałą Jungfrau, zapomniał o Gryfonce (znaczy się Snape, a nie jego wzrok – dop.red).
-Jak dobrze, że nic ci nie jest. – powiedziała babcia i zwróciła swą uwagę na Severusa. – Młody człowieku, odprowadź ją do dormitorium, a potem tzn. następnie na lunch.
-Jestem Severus Snape. – powiedział Miszczunio, pomagając wstać Sam.
-A nie jesteś młodym człowiekiem? – spytała zdziwiona babcia.
Miszczunio był tak jakby trochę zdezorientowany, więc już nic nie powiedział, tylko wyprowadził Nehrung. Babcia poszła za nimi, udzielając instrukcji na temat obsługi mugolskiego szybkowaru. (Nie mam pojęci, w jakim celu, ale to szczegół – dop. Aurora).
Dumbledore popatrzył na Mirtle, która była tu cały czas.
-Co jej dałaś? – spytał.
-Amoniak. – odparła Andy.
-Dlaczego? – spytał Syriusz, uprzedzając pytanie tej samej treści ze strony dyrektora.
-Amoniak ma właściwości trzeźwiące, przeciwomdleniowe i stosowany jest w tych celach przez mugoli. – oznajmiła Andy z miną znawcy.
-Bardzo dobrze. – powiedział Albus. – Piętnaście punktów dla Gryffindoru. – tu poklepał Mirtle po ramieniu ku jej niezadowoleniu i odesłał na lekcje.
Syriusz oznajmił:
-Porozmawiam z Andromedą w sprawie tej pracy domowej. Nie przejmuj się. – i poszedł sobie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Mierzeja




Dołączył: 27 Gru 2006
Posty: 675
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz

PostWysłany: Śro 7:28, 01 Lip 2009    Temat postu:

86
-Babciu? – spytała Dziewica, gdy Severus został wyprawiony po szklankę czegoś tam.
-Tak?
-Masz zamiar z nami zostać?
-Nie. – zaprzeczyła z całą stanowczością. – Ten wasz dyrektor – tu rozejrzała się nerwowo. – dziwnie na mnie patrzy.
Po chwili pojawił się Snape.
-Dziękuję, młody człowieku. – oświadczyła babcia. – A teraz macie iść na lunch.
-A pani? – spytał Miszczunio.
-Ja już uciekam. – tu wyciągnęła miotłę z kieszeni (ku zdumieniu niemal wszystkich, czyli połowy ludzi w postaci Severusa) i odleciała.
-Mógłby pan zamknąć usta. – stwierdziła Sam, podchodząc do drzwi.
Snape zamknął usta.

***

Snape siedział przy stole nauczycielskim i żłopał(?) zupkę(?). Najzupełniej niespodziewanie podeszła do niego Andromeda Black i, szturchając go w ramię, starała się zwrócić jego uwagę. Bezskutecznie. Zrezygnowana usiadła obok Severusa i to tym razem zdziwienie stało się jej udziałem, gdyż Miszczunio warknął:
-Czego?!
-Sam i Mirtle nie wykonają pracy domowej. – oświadczyła.
Severus popatrzył na nią dziwnie.
-Wzbudziłoby to ogólne zamieszanie. – tłumaczyła dalej.
-Tak? Więc?
-Będą obserwowały i takie tam. – powiedziała Andromeda.
-I? – spytał Severus.
-To wszystko.
-Słuchaj! – tu Snape obrócił się w jej stronę. – Przerywasz mi obiad, zawracasz mi głowę i cały czas gadasz. Poinformuj Sam! – tu Miszczunio wrócił do przerwanej czynności polegającej na pochłanianiu zawartości talerza. Black popatrzyła na niego dziwnie, wzruszyła ramionami i wstała.
Odchodząc powiedziała:
-Fajne wdzianko.
Snape popatrzył na siebie. Strój z ósmego wieku prezentował się bardzo dobrze.

***

Po lunchu Sam postanowiła pójść na pozostałe zajęcia. Na korytarzu spotkała profesora Lupina. Lunatyk przyjrzał jej się i z uśmiechem na ustach powiedział:
-Witam. Pewnie to ty jesteś Sam.
Mierzeja nie zastanawiała się dłużej niż należało, energicznie potrząsnęła podaną przez Lupina koniczyną i odparła:
-Tak, zgadza się, miło mi, spieszę się. – tu chciała się ulotnić, ale zostało zadane pytanie.
-Wiesz już wszystko?
-Pragnę zauważyć – warknęła Sam, niezadowolona z tego, że ktoś trzyma jej rękę dłużej niż to jest określone w „Standardowym podręczniku dobrych manier”. – że nie mam czasu.
-To nie jest odpowiedź. – oświadczył Lunatyk.
-Niemożliwością jest posiadanie całej wiedzy o czymkolwiek. – stwierdziła Jungfrau.
-Bardzo dobra odpowiedź.
-Wiem, co pan teraz robi. – warknęła Mierzeja. – Szuka pan ciemnej strony mojej mocy. Jestem zaszczycona, ale puść pan moją rękę! – wycedziła.
-Jeszcze chwilę… - powiedział, ale stało się coś, czego się nie spodziewał.
Z mocy, którą badał, nie pozostało nic, teraz stykał się bezpośrednio z czymś, z czego Sam jeszcze nie korzystała. Popatrzył zdziwiony na dziewczynę. Jej oczy przypominały dwa stawy płynnej rtęci, a całą postać otaczała niemal niezauważalna czarna mgła. Lunatyk zdenerwował się (a któż by się nie zdenerwował, widząc uśmiech Sam nr 12?) i puścił dłoń dziewczyny. Pragnę zauważyć, że efekt „zmiany wyglądu na ciemniejszy” trwał kilka sekund. Wszystko obserwował Severus zza jakiejś kolumny. Lupin zauważył zdziwioną minę Sam. Mierzeja zorientowała się, że coś się stało i najzwyczajniej na świecie zwiała.
Severus wychylił się zza swej kolumny, podszedł do Lupina i wręczył mu kufel.
-Dzięki. – powiedział wiadomo kto. – Posłodziłeś?
-Nie. – warknął Snape. – Przyjemnej pełni, jeśli ją przeżyjesz. – i poszedł w kierunku, w którym udała się Jungfrau.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Mierzeja




Dołączył: 27 Gru 2006
Posty: 675
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz

PostWysłany: Śro 7:28, 01 Lip 2009    Temat postu:

87
-Sam? – Severus znalazł ją w toalecie na trzecim piętrze.
-Czego?! – dziewczyna najwyraźniej nie miała ochoty na jakiekolwiek odwiedziny kogokolwiek, a tym bardziej na jakiekolwiek pytania.
-Wiem, co się stało. – usiadł na parapecie obok niej.
-Dobrze, że przynajmniej pan wie, bo ja nie mam pojęcia!
-Spokojnie. – starał się mówić normalnie. – To odnalezienie dziadka tak na ciebie wpłynęło.
Milczenie.
-To zły znak. – pomyślał, poczym powiedział. – Czasem słyszy się o takich przypadkach.
-To anormalne. – stwierdziła, potrząsając głową. – Przez ułamek sekundy miałam ochotę zabić profesora Lipina.
Tym razem to Severus nie znalazł odpowiedzi, więc Sam kontynuowała:
-To siedziało w środku i cieszyło się na myśl o czyjejś śmierci. – tu wstała z parapetu.
-W każdym drzemie coś takiego… - stwierdził cicho Severus.
-Oczywiście. – przytaknęła Mierzeja. – Ale nie każdy ma ochotę roześmiać się komuś w twarz i powiedzieć mu, że zaraz zginie!
-Profesor Lupin postąpił nieodpowiedzialnie i lekkomyślnie. – oświadczył Snape. – Nie miał prawa tego robić. Sam się narażał.
Mierzeja pokiwała głową.
-Ale to nie tłumaczy, dlaczego ta moc zaczęła się wydostawać.
-Można nad tym zapanować, zapewniam cię. – powiedział.
-Mam jedno pytanie.
-Tak? – zainteresował się Severus.
-Czy ja mogłam go zabić?
-Tak. – ta krótka odpowiedź o charakterze twierdzącym zupełnie odmieniła minę Sam.
-Nie zrobiłam tego. Dlaczego? – spytała, obracając się w stronę Snape’a.
-„Jedna kropla czerni nie czyni garnca farby czarnym, czyni go tylko niebiałym.” – zacytował Miszczunio.
-Czyli to może się nie ujawnić? – spytała z nadzieją w głosie.
-Całkiem prawdopodobne. – oznajmił.
-Uff. – Sam odetchnęła z ulgą.
-Może wyjdźmy z tej toalety. – zasugerował. – Masz jeszcze Obronę. – i sobie poszli.

***

Sam spóźniła się na zajęcia. Andromeda Black była zła, odjęła Slytherinowi dwadzieścia punktów, na co zareagowało wiele osób zirytowanych czymś odmiennym tzn. pracą domową. Obecnie trwało „ożywianie” drzew genealogicznych. Chomika irytowało nieco aroganckie zachowanie Malfoya i jego komentarze typu „Lepiej to bym zrobił”. Chomik, jako zwierzątko pokojowo nastawione, oświadczyła, uśmiechając się słodko:
-Schowasz tę wyższość gatunkową do kieszeni, czy mam ci przyłożyć?
Malfoy może by i nie słuchał tego, co tam sobie Gryfonka pod nosem mruczy, gdyby nie informacja:
-Zachowuj się. – która zmaterializowała się na jego ławce. Autorem była Sam.
Po ukończonej pracy do wiadomości publicznej podano, że zaraz przyjdzie profesor Lupin. Oczywiście przyszedł. Wejście do sali było zwyczajne. Zatrzymał swój wzrok na Sam, zrobił zdziwioną minę i zaczął swój wykład. Był on zupełnie niezwiązany z tematem lekcji, bo dotyczył zaklęć obronnym typu C26.
-Profesor Andromeda Black pewnie nie ma ochoty na lekcję. – szepnęła Andy, pochylając się w stronę Bu. Bu jednak była zajęta obserwowaniem Chomika.
-Coś jest nie tak. – powiedziała.
-Co? – spytała Mirtle.
-Chomik się nie zachwyca: „Och, jaki on przystojny!” czy coś w tym stylu.
-Może jej przeszło.
-Nie, ona raczej chyba nie gustuje w wilkołakach. – po chwili dodała. – Woli profesora Snape’a.
Gdy Lunatyk zakończył swój wykładzik, pozwolił wszystkim wyjść. Wszyscy wyszli, ale Sam musiała zostać na prośbę Black.
-Muszę z tobą pomówić.
Mierzeja wiedziała, co się święci, i nie miała zamiaru tu zostać w towarzystwie Andromedy Black i Lupina. Spytała więc:
-O co chodzi?
-O twoją moc. – oświadczyła Black.
-Coś z nią nie tak? – Sam postanowiła grać niedoinformowaną osóbkę (w rodzaju tych, co stają przy okienku na poczcie i nie mają pojęcia, co tu robią).
-Jako dziedziczka Czarnej Mocy – oznajmił Lupin. – stanowisz zagrożenie.
-Szczególnie dla pana. – mruknęła Sam.
-Co? – spytał.
-Nic.
-Aha. – poczym kontynuował dalej. – Więc musimy pozbyć się tej mocy. Mamy trzy wyjścia:
1)Wyssiemy ją
2)Zablokujemy
3)Unicestwimy ciebie.
Sam popatrzyła na nich i oznajmiła lodowatym tonem:
-Wy też macie trzy wyjścia:
1)Odczepcie się
2)Coś się wam stanie
3)Unicestwię was.
Lupin popatrzył na Sam.
-Nie zrobisz tego.
-Założymy się? – spytała.
-Tu nie masz możliwości, by kogokolwiek skrzywdzić.
-Założymy się? – spytała ponownie, uśmiechając się słodko.
-Teraz! – zakomenderował Lupin.
Andromeda szybkim ruchem posadziła Sam na krześle i wykręciwszy jej remię, przywiązała dziewczynę do tegoż mebla. Sam zrobiła zdziwioną minę. W tej chwili nastąpiło wtargnięcie do pomieszczenia Chomika.
-Zawsze muszę coś zostawić. – chwyciła piórnik i teraz dopiero zobaczyła Sam & Black + Lupin.
-O jasny cukier! – i wybiegła. W jej głowie pojawiła się prośba Mierzei:
„Znajdź profesora Snape’a!”
Lupin zamknął drzwi i stwierdził:
-Trzeba będzie się pośpieszyć.
Nałożył na pomieszczenie zaklęcie wyciszające, a więzy Sam wzmocnił tak, że trzeba by piły mechanicznej i ślusarza, by się ich pozbyć.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Mierzeja




Dołączył: 27 Gru 2006
Posty: 675
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz

PostWysłany: Śro 7:28, 01 Lip 2009    Temat postu:

88
Chomik znalazła Severusa w bibliotece. Prowadził ożywioną konwersację z orangutanem.
-Uuk.
-Towarzyszkę?
-Iik!
-Mam galaretę w lochach.
-Uuk, uuk. – ucieszył się orangutan, wychodząc z biblioteki.
-Profesorze Snape? – spytała nieśmiało Chomik.
-Czego? – warknął.
-Coś złego dzieje się z Sam.
-Co? – Severus podniósł głowę znad książki.
-Profesor Lupin i Black przymocowali ją do krzesła.
-Gdzie?
-W pracowni.
-O jasny cukier! – tu Severus zerwał się z krzesła i wybiegł. Chomik pognała za nim.

***

-Musimy się pozbyć tej mocy. – oświadczył Lupin.
-Pośpiesz się. – warknęła Andromeda.
I Lunatyk zaczął. Najpierw musiał dotrzeć do mocy Sam. Położył jej dłoń na ramieniu. Dotarcie okazało się całkiem proste. Wystarczyło pokonać „mglisty pierścień”. Moc Sam jarzyła się tuż przed nim. Wyciągnął dłoń i zaczął.
Drzwi otworzyły się z trzaskiem i wszedł Severus. Od razu zauważył, co się święci.
-Co robisz?!?! – zagrzmiał.
Sam wykorzystała chwilę nieuwagi Lupina i kopnęła go w kostkę, jednak to nie przerwało wysysania mocy. Andromeda najwidoczniej też zauważyła, że coś jest nie tak.
-Przerwij! – zażądała. – Bo ją zabijesz!
-?
-Możesz zablokować moc, ale jej nie wysysaj! – to tu to Snape.
-Dlaczego? – spytał zdziwiony Lunatyk. W tej chwili w drzwiach stanęła Chomik.
-Bo to nieetyczne. – oznajmiła.
-Puść ją! – zażądał Snape, mając dziwne wrażenie, że pokój wiruje. Oparł się o ścianę.
-Tak nie można. – powiedziała zdenerwowana Chomik z różdżką w dłoni.
-Ostrożnie. – ostrzegła ją Andromeda Black.
-Sam! – zawołała Chomik. – Zrób coś!
Mierzeja odchyliła się wraz z krzesłem, wyrywając się z uścisku Lupina, ku jego całkowitemu zdumieniu, i krzyknęła.
To było coś wspaniałego. Lunatyka odrzuciło na odległość, na jaką pozwalała wielkość pomieszczenia. Połączenie jednak cały czas nie zostało zerwane. Sam słabła z każdą chwilą. Severus odczuwał to samo. Chomik widząc, co się święci, podniosła różdżkę i wycelowała ją w Lunatyka.
-Odczep się od niej! – oznajmiła.
Lupin popatrzył na nią dziwnie. Snape chwiejnym krokiem podszedł do krzesła, do którego była przywiązana dziewczyna.
-Odsuń się. I tak zrobię to, co muszę zrobić. – warknął do Severusa Lupin.
-Walcz z nim. – powiedział Snape do Sam. Dziewczyna pokręciła przecząco głową.
-Dlaczego? – spytał.
-Połączenie. – wyjaśniła Andromeda. – Zadziałałoby jak odkurzacz.
-Niech to jasny cukier! – powiedział Snape, gdy poczuł gwałtowny spadek mocy. Popatrzył na Sam. Spojrzał na Andromedę.
-Zemdlała. – oświadczyła Black.
Po chwili Severus również osunął się w ciemność. Lupin stał zdziwiony. Chomik przyłożyła mu zaklęciem rozbrojającym.
-To za Sam!
Poraziła profesora galaretowatymi nóżkami.
-A to za profesora Snape’a!
Lina krępująca dłonie Sam znalazła się teraz na przegubach Lupina.
-Co mu się stało? – spytał Lupin.
-Nic, co mogłoby cię interesować. – warknęła Andromeda Black.
-To była próba pozbawienia mocy! – powiedziała oskarżycielskim tonem Chomik, podchodząc do Lunatyka. – Ona nawet się nie poskarżyła, że to, co pan robi, sprawia jej ból. Doskonale zdaje pan sobie sprawę z tego, z czym wiąże się wysysanie mocy! – tu Gryfonka dźgnęła go palcem w pierś. – Mógł ją pan zabić, a przy okazji profesora Snape’a.
Lupin popatrzył na nią zdziwiony. Andromeda przytaknęła.
-Właśnie!
-Ale jak?
-Dwa oktogramy. – powiedziała Chomik.
-Żartujecie sobie. – powiedział Lunatyk.
-Ja nigdy nie żartuję. – warknęła Chomik. – Idę po profesora Dumbledore’a.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Mierzeja




Dołączył: 27 Gru 2006
Posty: 675
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz

PostWysłany: Śro 7:29, 01 Lip 2009    Temat postu:

89
-Jak mogłeś zrobić coś takiego? – Albus był najwyraźniej poirytowany.
-To w ramach obrony… - zaczął Lupin, ale przerwał mu Dumbledore:
-Nie po to ci powiedziałem, kim ona jest, żebyś ją zamordował!
-A kto tu mówi o morderstwie?
-Miałeś nam pomóc, a co zrobiłeś? – Albus wstał. – Doskonale zdajesz sobie sprawę z tego, że ona musi żyć. Pozbawienie jej mocy nie wchodzi w rachubę!
-Ale…
-Wiesz, że Czarny Pan asymiluje moc od tych, którzy mu się akurat nawiną pod rękę. Wiesz, czym to grozi, i wiesz, jak się czuje człowiek, który wie, że „odpływa”. Doskonale znasz to uczucie. To tak, jakby ktoś wyrywał ci coś z wnętrza, do tego uśmiechając się do ciebie. Znasz ten ból.
Lupin patrzył na swoje buty. Albus podszedł do niego.
-To dlaczego jej to zrobiłeś?
Dyrektor nie znalazł usprawiedliwienia dla zachowania Lupina. To nie była nagana, to było oskarżenie.
-Nie byliśmy w stanie tobie pomóc. – kontynuował dyrektor. – Pomógł nam przypadek. Wiesz, ile czasu zajęło ci odzyskanie pełni sił.
-Nie możesz mnie obwiniać.
-Mogę! Dobre chęci nie wystarczą! Jeśli coś jej się stało, poniesiesz wszelkie konsekwencje. A teraz idź do siebie. Mam wiele problemów.

***

-To niedopuszczalne. – oznajmiła Poppy.
-Co? – spytała półprzytomna Sam.
-Wysysanie mocy, do tego dwóm osobom na raz. – powiedziała.
-Moja głowa… – jęknęła Sam.
-Podłoga. – odparła Pomfrey. – Spadłaś z krzesła. – dodała, widząc jej zdziwioną minę.
Sam otworzyła oczy i zobaczyła świat w postaci rozmazanej.
-Gdzie są moje okulary? – spytała.
-Nie mam pojęcia.
-Ale ja mam. – Chomik wręczyła okulary Mierzei.
-Od razu lepiej! – tu Mierzeja spostrzegła Severusa leżącego na sąsiednim łóżku.
-O nie!
-Spoko, nic mu nie będzie. – powiedziała Chomik.
-Co się właściwie stało? – spytała Sam.
-Profesor Lupin postanowił naprawiać zło tego świata. – odparła zapytana.
-To bez sensu.
-Jemu to powiedz. – oświadczyła Chomik.
-Powiem. – odparła Sam siadając na łóżku.
-Nigdzie nie pójdziesz. – oznajmiła pani Pomfrey.
-Założymy się? – spytała Sam ze swym uroczym uśmiechem nr.10.

***

Syriusz siedział w pokoju Lupina i patrzył raz po raz to na niego, to na własne buty. W końcu stwierdził zupełnie normalnym, albo raczej prawie normalnym (bo przecież w każdym z nas drzemie coś z wariata) tonem:
-To nie był dobry pomysł.
-Po przeanalizowaniu faktów muszę przyznać ci rację. – Lunatyk siedział na łóżku i miał nieciekawą minę. – Muszę przyznać rację wam wszystkim.
-Co ci strzeliło do głowy, że postanowiłeś ją wykończyć?
-Nic. – ta krótka i zwięzła odpowiedź nie zadowoliła jednak Syriusza, który drążył ten temat dalej.
-Ona nie jest Czarnym Panem. To tylko Dziedziczka Mocy. Ona może wybierać między dobrem a złem, a ty wpakowałeś ją w to bagno po uszy.
-Jakie bagno? – spytał zdziwiony Lunatyk.
-Wyobraź sobie – Syriusz wstał. – że jej dziadek postanowił zobaczyć, jak się ma wnusia. Nie musi tu pojawić się osobiście, wystarczy szpieg. Wówczas jesteś już trupem i nic ani nikt ci nie pomoże.
-Ale dlaczego ktokolwiek ma tu kogokolwiek przysyłać?
-Dziadkowie mają fioła na punkcie wnuczek nawet jeśli tego nie okazują i na co dzień grają twardzieli.
-To co ja mam zrobić? – spytał Lupin.
-Ukryj się, zniknij, załatw sobie ochroniarzy, nie wiem. – Syriusz rozłożył ręce w jakże wymownym geście mówiącym: „To nie mój problem.”
-Taki z ciebie przyjaciel? – żachnął się Lunatyk.
-Mogę ci poradzić jedno. – Black usiadł na łóżku obok Lupina. – Pogadaj z Sam, ale tym razem postaraj się jej nie zabić, zranić itp. Rozumiesz?
-Tak.
-No to jazda do skrzydła szpitalnego. – ponaglił go Łapa.
-A ty nie pójdziesz?
-A niby z jakiej racji? – tu Łapa popatrzył na Lunatyka i powiedział: - No dobrze, pójdę z tobą.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Mierzeja




Dołączył: 27 Gru 2006
Posty: 675
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz

PostWysłany: Śro 7:29, 01 Lip 2009    Temat postu:

90
Chomik krzyknęła do Malfoya:
-To przez ciebie! – i obrażona poszła swoją drogą.
Draco miał ochotę powiedzieć coś niemiłego, ale nie widział celu takiegoż postępowania. Gryfonka dopadła go na korytarzu. Nadepnęła na stopę (jego, nie własną Wink) i podała wyżej wymienioną wiadomość. Wzruszył ramionami, ale po chwili namysłu krzyknął:
-Hej! Chomik! A tak właściwie to o co chodzi? Au! – tu dostał w łeb piórnikiem.
-Ty jeszcze nie wiesz, o co chodzi?! – Chomik była zła, aż podskakiwała. – Nie czekałeś na Sam po O.P.C.M., tylko łaziłeś za mną; podczas lunchu gapiłeś się na mnie.
-I co z tego? – spytał nieśmiało (dop. Aurora: O ludzie! Coś złego dzieje się z Draco! Mam nadzieję, że chłopak nam nie zniewieściał!).
Łup! Znowu zarobił w czaszkę.
Chomik uwiesiła się poły jego szaty, zmuszając, żeby się pochylił.
-Podkochujesz się w Sam, więc łaź za Sam! – tu potrząsnęła swą ofiarą.
-A jeśli w tobie? – zadał pytanie zanim zrozumiał, że to bezsensowne. (dop. Aurora: Tylko co?)
Łup!
-To boli! – poskarżył się Malfoy.
-I o to chodzi. – odparła Chomik.
-Odrzucasz moje uczucia. – poskarżył się Draco.
-I dobrze ci tak. – burknęła Gryfonka.
-Ranisz moje uczucia! – oznajmił dziwnym nawet dla niego samego tonem.
-Dobrze się czujesz, Malfoy? – spytała Chomik.
-Dlaczego pytasz? – Draco przejawiał zainteresowanie wszystkim, co mówiła Gryfonka.
-Bo żaden normalny człowiek się we mnie nie zakochuje! – oświadczyła.
-Ale nie masz chłopaka? – chciał się upewnić Ślizgon, ale nadzieja na pozytywną dla niego odpowiedź została utopiona.
-Mam.
Malfoy jakby się załamał. Chomik położyła mu łapkę na ramieniu.
-Zobacz, co u Sam. Jak wychodziłam, miała zamiar wyjść i porozmawiać w kimś tam.
Draco popatrzył na nią szklistym wzrokiem.
-Draco?
-Tak.
-Chyba coś ci wpadło do oka. – zasugerowała.
Zrezygnowany Ślizgon powlókł się do skrzydła szpitalnego.

***

-Nigdzie nie idziesz. – powiedziała pani Pomfrey.
-Właśnie. – Draco stanął w drzwiach.
-Idź sobie. – oznajmiła Sam. – Jak widzę, jesteś nieszczęśliwie zakochany, szukaj swojej muzy i spadaj.
Malfoy popatrzył na nią zdziwiony i wyszedł. Drzwi nie zdążyły się zamknąć, a pojawił się Lupin i Black.
-A wy tu czego? – spytała Pomfrey.
-Przyszliśmy odwiedzić Sam. – powiedział gładko Łapa.
-Macie dziesięć minut. – oznajmiła im.
Mierzeja, ubrana, jak należy, postanowiła założyć swe wspaniałe szpilki. Syriusz przyklęknął, chwycił pantofel i zarobił w łeb.
-Za co? – spytał zdziwiony.
-To mój but. – odparła, wyciągając mu go z ręki (nie Syriusza z buta Wink) i zakładając. – Chcecie czegoś, szanowni panowie profesorowie?
-Chciałbym cię przeprosić. – zaczął Lupin.
-Nie ma za co. – Sam strzepała jakiś pyłek z rękawa szaty.
-Nie chciałem, żeby to tak się skończyło. – zaczął, ale mu przerwała.
-Komu chce pan te bzdury opowiadać? Idealnie pamiętam to, co pan powiedział. – i sobie poszła.
Po chwili pojawiła się Poppy i spytała:
-Gdzie Sam?
-Poszła sobie. – powiedział Lunatyk.
-Banda idiotów! Nawet dziewczyny upilnować nie potrafią.
-Nic nie mówiłaś…
-Z mężczyznami to tak zawsze. – burknęła i powiedziała: - W tej chwili macie ją znaleźć i nic mnie nie obchodzi, co powiecie, czy wam się to podoba, czy nie i czy macie czas! Jazda na korytarz! – tu wypchnęła Łapę i Lunatyka, poczym zamknęła drzwi.
-I jak ją znajdziemy? – spytał Lupin.
-Mam pomysł. – tu Black przeszedł do stanu czterech kończyn kroczących, ogona, czarnego futra i takich tam.
-Szukaj! – podał komendę Lupin i Syriusz zaczął węszyć.

***

-Pani profesor! – Chomik pobiegła za McGonagall. – Proszę mi pomóc.
-Co znowu? – spytała Minerwa.
Teraz zobaczyła Malfoya z jakimiś łodygami, który zmierzał w tym kierunku. Chomik schowała się za Minerwą.
-Chomik, nie uciekaj! – apelował do niej Malfoy.
-Spadaj. – odparła.
-Co się tu dzieje? – spytała nieco poirytowana McGonagall.
-On mnie prześladuje. – szybko odpowiedziała Gryfonka.
-To nie jest prawdą. – odparł Malfoy.
-Właśnie że tak!
-Nie!
-Tak!
-Nie!
-Tak!
-Cisza! – zagrzmiała Minerwa.
-Ale on… - zaczęła Chomik, lecz McGonagall przerwała to szybko:
-Proszę mi wyjaśnić, co się tu dzieje.
-Cały dzień się na mnie gapi, łazi za mną, plecie jakieś bzdury i recytuje poezję. Coś z nim jest nie tak. – Chomik powiedziała to szybko.
-Ona nie zwraca na mnie uwagi. – Draco miał minę niedocenionej szczoteczki do zębów.
-Slytherin traci dziesięć punktów. – oznajmiła Minerwa, poczym zwróciła następujące słowa do Draco: - Odczep się od niej, zakochany amancie!
Poczym poszły sobie, zostawiając Malfoya osłupiałego na środku korytarza.
Minerwa zapytała Chomika:
-A masz chłopaka?
-Mam. – odparła Gryfonka, zadowolona, że choć raz w życiu na coś on się przydał (tzn. chłopak, a konkretniej ta instytucja).


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Mierzeja




Dołączył: 27 Gru 2006
Posty: 675
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz

PostWysłany: Śro 7:29, 01 Lip 2009    Temat postu:

91
Do chatki Hagrida zapukał chłopak (do tego człowiek, jakby ktoś jeszcze nie wiedział, że chłopcy to ludzie, tylko inni). Ubrany był w to, w co był ubrany. Miał ze sobą kufer, sowę i to wszystko.
-A kogóż tam niesie? – Hagrid wychylił się na zewnątrz. – Kim jesteś?
-Jestem Michał zwany Pieckiem lub Piecykiem, a pan to kto?
Z wnętrza chatki dał się słyszeć hałas i po chwili na szyi Piecka wisiała Mierzeja. Chłopak był tak jakby trochę zdezorientowany. Odezwał się po chwili.
-Dobrze, Sam. A teraz powoli puść moją szyję i postaraj się nie złamać mi jakichś ważnych organów wewnętrznych.
-Kto to jest? – spytał ponownie Hagrid.
-To mój kolega.
-A skąd on?
-Z daleka.
-Ma się tu uczyć?
-Tak. Kiedy była ceremonia przydziału, on dostał się do Gryffindoru, potem jego mama stwierdziła, że lepiej mu będzie w polskiej szkole.
-Właśnie. – potwierdził Piecyk.
-Więc co tu robisz? – spytał Hagrid.
-Przekonałem ojca, więc jestem.
-To dużo wyjaśnia. – mruknęła Sam. – Idź, poszukaj Chomika, Bu i Andy.
-Sam?
-Co?
-Pytam, czy osobiście w postaci jednaj osoby.
-Pójdę z tobą. – odparła.

***

Lunatyk pociągnął Syriusza za ucho, gdy szli tropem Sam wśród ośnieżonych terenów Hogwartu.
-Zobacz. – tu wskazał na dwie postacie. Pierwsza to była zdecydowanie Sam, bo któżby inny, druga postać to był chłopak. Lupin zauważył, że to blondyn z olbrzymim kufrem.
-Co o tym sądzisz? – zapytał Łapę.
-Hau! Hau!
-Ja też. Wracajmy do zamku.

***

Mierzeja odprowadziła Piecyka najpierw do profesor McGonagall. Po załatwieniu wszelkich formalności, poszli w kierunku odpowiedniej wieży (Sam i Michał). Na korytarzu spotkali Chomika, która właśnie uciekała przed Draco. Gdy zobaczyła Piecka, od razu schowała się za nim, a raczej za jego kufrem. Michał popatrzył zdziwiony na Gryfonkę, potem na Sam, następnie na Malfoya i to jemu zadał pytanie:
-Dlaczego podrywasz moją dziewczynę?
-Nie znam cię. – odparł Draco. – Nie rozumiem, dlaczego ją sobie przywłaszczasz.
Tu włączyła się Sam, pytając:
-Czy rozmawiacie o człowieku, czy o dobrym towarze eksportowym?
-Nie twój interes. – odpalił Malfoy.
Sam uśmiechnęła się słodko.
-Nie bezpośrednio.
Tu Chomik stanęła za Pieckiem i oświadczyła:
-Cieszę się, że cię widzę.
Draco opadła szczęka.
-To nara. – rzucił Piecyk i poszedł, zostawiając Malfoya i Sam. Mierzeja przekazała wiadomość Chomikowi na sposób telepatyczny:
-Lepszy stary wróg niż nowy.
-Właśnie! – przytaknęła Chomik.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Mierzeja




Dołączył: 27 Gru 2006
Posty: 675
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz

PostWysłany: Śro 7:30, 01 Lip 2009    Temat postu:

92
-Znajdź sobie inny obiekt uczuć. – te słowa usłyszeli Lupin i Łapa, schowani za kolumną.
-Ale…
-Wiesz, co, Malfoy? Nudny jesteś. – to był niezaprzeczalnie głos Mierzei.
-Pozwól mi wyja…
-Daj mi święty spokój! – powiedziała Nehrung tonem przywodzącym na myśl jedynie bardzo długi, ciężki i niezaprzeczalnie śmiercionośny, lodowy miecz dwuipółręczny, wykonany w krasnoludzkim warsztacie, tuż po kontroli sanepidu, w wyniku depresji właściciela po stracie ukochanej sterty kurzu; miecz ten może w dobrych rękach „wyrżnąć” sporą armię.
I Sam sobie poszła. Lupin i Łapa pobiegli za nią.

***

-Sam, zaczekaj! – Lupin ledwo za nią nadążał.
-W jakim niby celu mam to robić? By usłyszeć jeszcze jakieś kłamstwa?
-To nie jest prawda.
-Dobrze wiem, że pańskie słowa nie są prawdą. – odparła.
-Co ty mówisz?
-To, co myślę!
-Jestem skłonny poddać się testowi prawdy. – oznajmił Lupin.
-Nawet w to nie uwierzę. – tu spostrzegła Łapę. – Ale fajny! – przyklękła i pogłaskała Syriusza, który był zaskoczony, nawet mile.
-Czy moglibyśmy dokończyć naszą rozmowę? – spytał Lupin.
-Uważam ją za skończoną. – tu Sam przytuliła zwierzaczka. Black był tak jakby trochę zdziwiony. – Nie masz obroży? – zdziwiła się. – Nie szkodzi. – tu wyciągnęła ze swych przepastnych kieszeni różową szarfę i zawiązała jeden koniec, tworząc obrożę, poczym założyła ją na szyję Łapy. Chwyciła drugi koniec i poszła, prowadząc nieco zdziwionego Syriusza. Lupin został na korytarzu.

***

Sam siedziała w odległym zakątku biblioteki, na parapecie, a w ręce cały czas trzymała tę szarfę.
-Jak można wybierać mniejsze zło? – spytała, a Łapa nie wiedział, czy były to słowa skierowane do niego, czy do kogoś innego.
Nagle zza regału wysunął się bibliotekarz. Musiała go długo przekonywać, by ją tu wpuścił i do tego z psem.
-Uuk?
-Wszystko w porządku. – zapewniła go pospiesznie.
-Iik.
-Dobrze.
Bibliotekarz poszedł sobie. Przez krótką chwilę panowała cisza. Po chwili odezwała się Sam:
-Mam ochotę uciec od tego miejsca.
Syriusz przechylił głowę i spojrzał na nią z zainteresowaniem.
-Fajny jesteś. – powiedziała. Łapa wskoczył na parapet i położył głowę na kolanach Sam.
-Świat nie lubi odmieńców. – odezwała się po chwili. – Świat nie znosi Czarodzicieli i Dziedziców Mocy. Świat nie znosi mnie. – stwierdziła ze smutkiem.
Łapa szturchnął ją nosem w rękę. Uśmiechnęła się, ale nie był to prawdziwy uśmiech. Syriusz był zadowolony, że jest psem.
-Ona nigdy by tego nie powiedziała do mnie, ani do nikogo innego tzn. ludzia. – pomyślał.
-Najpierw wszyscy chcą ci się przypodobać, a następnie zostajesz sam w sensie bez nikogo. – pogłaskała go po głowie. – Śliczny jesteś, futrzaczku.
Łapa nie był pewien, ile czasu tam siedział. W pewnym momencie zdał sobie sprawę z faktu, iż ona zasnęła. Postanowił wybadać jej moc. Nie było to trudne. Moc była olbrzymia. Widział wyraźnie dwie kule – czarną i białą, jarzącą się oślepiającym blaskiem. Były ze sobą złączone, miały też zbliżone rozmiary. Syriusz przypomniał sobie, jak Lupin opowiadał o olbrzymiej białej kuli i nieco mniejszej czarnej.
-To znaczy – myślał gorączkowo. – że wyssano niewłaściwą moc!
Szybko zeskoczył z parapetu i pobiegł do pokoju Lupina.

***

Malfoy wlókł się korytarzem, gdy nagle wyprzedził go pies, czarny z różową szarfą. Draco przetarł oczy, wzruszył ramionami i poszedł dalej.

***

Nagłe wtargnięcie Syriusza do pokoju przyniosło oczekiwany efekt. Lunatyk aż podskoczył na krześle, ale, gdy zobaczył, kto to, od razu wrócił do czytania. Syriusz powrócił do swej postaci i oznajmił:
-Wyssałeś nie tę moc, co trzeba.
Lupin popatrzył na niego zdziwiony, więc Black kontynuował:
-Pozbawiłeś ją części dobrej energii. Teraz jest większe prawdopodobieństwo, że zła moc się ujawni.
Oblicze Lupina przedstawiało wyjątkowo udany obraz zdumienia.
-Nie jest to możliwe.
-Ale to zrobiłeś.
-Ładnie ci z tą różową wstążką.
-Dzięki.
-Naprawdę nie chciałem źle.
-Musisz to jej wytłumaczyć, tylko to uratuje tobie życie, a kto wie, może pomoże okiełznać moc Dziewicy Slytherinu, a konkretniej złą energię.
-Gdzie ona jest? – spytał Lupin.
-Niech to cię nie interesuje! – słowa te należały do Severusa.
-A ty tu czego? – spytał opryskliwie Łapa.
-Nigdy więcej jej ni skrzywdzisz. – oznajmił ni z tego ni z owego Miszczunio do Lupina.
-Mamy zamiar jej pomóc. – zapewnił Black. – Czy ty nie powinieneś być w skrzydle szpitalnym?
-Nie. – odparł zapytany.
-Może chodźmy do biblioteki? – zasugerował Lupin.
I poszli do biblioteki.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Mierzeja




Dołączył: 27 Gru 2006
Posty: 675
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz

PostWysłany: Śro 7:30, 01 Lip 2009    Temat postu:

93
-Zdejmij tę rzecz ze swojej szyi. – polecił Lupin Syriuszowi, który pospiesznie wykonał polecenie.
W bibliotece panowała cisza. Syriusz szybko odnalazł miejsce, gdzie zostawił Sam. Cały czas spała. Złota kaskada włosów okrywała ją niby płaszcz z najcenniejszego kruszcu (ładne porównanie – dop. Aurora). Wszyscy tzn. trzej podeszli do parapetu. Z zainteresowaniem przyglądali się dziewczynie.
-Coś jest nie tak. – orzekł Severus.
-Co? – spytał Syriusz i odsunął się.
Snape podszedł do Sam i potknął jej policzka. Nic. Żadnej reakcji ze strony dziewczyny. Severus popatrzył zdziwionym wzrokiem na Blacka i Lupina. Po chwili namysłu potrząsnął Sam. Dziewczyna ocknęła się. Omiotła wzrokiem zaistniałą sytuację czasoprzestrzenną. Oczy miała pełne łez i wybuchnęła płaczem. Łzy po prostu same płynęły. Severus przez chwilę nie miał pojęcia, co zrobić, więc po prostu ją przytulił.
-Spokojnie. – (nie?) wiedział czemu ona się tak zachowuje. – To był tylko sen.
-To był koszmar. – wydukała.
-Ale teraz już wszystko będzie w porządku. – zapewnił ją, to jednak nie skutkowało tak, jak powinno, gdyż łzy lały się nadal strumieniami.
-Znowu byłam sama. – wydukała po chwili.
-Już nie jesteś i nie będziesz, zapewniam cię. – powiedział cicho. – To stres, za dużo wrażeń jak na jeden dzień. – tu wypuścił Nehrung z objęć. Otarła łzy rękawem szaty, poczym rozejrzała się i spytała:
-A gdzie Pieszczoch?
-Kto? – spytał Snape.
-Duży, czarny pies. – powiedziała.
Severus posłał mordercze spojrzenie Syriuszowi, ale nie powiedział ani słowa.
-Może gdzieś się błąka. – zasugerował Lupin. – Pewnie się znajdzie.
Syriusz wycofał się i po chwili pojawił się czarny pies z różową obrożą.
-O, jesteś. – ucieszyła się, przytulając zwierzaczka.
Severus miał we wzroku mordercę, który pała nienawiścią na prawo i lewo, nie zdając sobie sprawy, że zamordował tak wielką masę ludzi, iż krzesło elektryczne byłoby uznane za zbyt lekką karę.
Sam chwyciła koniec szarfy i pociągnęła lekko, kierując się w stronę wyjścia. Lunatyk podszedł do niej i starał się dotrzymać jej kroku. Severus szedł z tyłu.
-Chciałbym cię prosić o wybaczenie. – zaczął.
-O co chodzi? – spytała.
-O dzisiejszy incydent. – powiedział.
-Było ich sporo. – zauważyła zgodnie z prawdą.
-Chodzi o ten, który dotyczył mnie bezpośrednio.
-Reprezentował pan swoje przekonania. – powiedziała, otwierając drzwi biblioteki. – A przekonania nie zmieniają się w ciągu kilku godzin.
-Masz rację. – Lunatyk wiedział, że to nie będzie łatwe. – To moja wina, ja powinienem ponieść konsekwencje.
-Dobrze. – Sam stanęła i powiedziała: - Proszę najpierw porozmawiać z profesorem Snapem. – i telepnęła się w bliżej nieokreślonym kierunku.
Lunatyk zagadnął Snape’a:
-O czym mam z tobą rozmawiać?
-O tym, co się stało dziś po lunchu. – odparła Severus, wychodząc.
-Nie widzę związku.
-Związek jest taki, że to, co się stało, dotyczy i mnie, i jej. – powiedział dobitnie Snape.
-Wiem o oktogramach. – powiedział Lupin. – Jednak dowiedziałem się o wszystkim zbyt późno, mianowicie po fakcie. Nie chciałem zrobić nikomu krzywdy.
-Ale doskonale wiedziałeś, że pozbawianie mocy to okropne cierpienie.
-Tak. – przyznał Lunatyk.
-To dlaczego chciałeś mimo wszystko to zrobić?
-To było początkowe zamierzenie. Miałem wybadać jej moc i zdecydować, czy ją zablokować, czy wyssać.
-Zdecydowałeś, że ona musi cierpieć, bo ty przechodziłeś nieziemskie katusze zanim udało się wyrwać cię z rąk Czarnego Pana? Może zaprzeczysz? – spytał Severus, zły, że ta rozmowa w ogóle się zaczęła.
-Chciałbym zaprzeczyć, ale nie mogę, gdyż to, co mną kierowało, okazało się tym samym, co kierowało wieloma innymi magami. – Lupin rozłożył ręce. – To może i była zemsta, ale cele były szlachetne.
-Czy szlachetnym celem jest pozbawienie kogoś mocy?
-Przyznaję, że nie, to nie było też moim celem. Chciałem uchronić kogoś przed wpływem złej mocy. – Lunatyk zaczął się zastanawiać, co dalej, gdy Severus zapytał:
-Czy wiesz, że ona chciała cię zabić, a przynajmniej jakaś zła część jej natury? Ona się jednak powstrzymała. Ty nie mogłeś.
-Chciała mnie… - tu Lupin przełknął tę gulę, która stanęła mu w gardle.
-Zabić. – dokończył Snape.
-I tego nie zrobiła. – Lunatyk zniżył głos.
-Ona się bała, że komuś może stać się krzywda. Była przestraszona, że w niej coś takiego drzemie. – Snape ruszył do pokoju wspólnego Ślizgonów, a przynajmniej w jego kierunku.
-Jestem idiotą. – odezwał się Lupin.
-Co racja to racja. – Snape pokiwał głową.
-Ma prawo się na mnie wściekać.
-Ona się nie wścieka. Zgubiła się wśród dzisiejszych wydarzeń.
-Wiesz co, Severusie? – zaczął Lupin.
-Nie. – odparł zgodnie z prawdą Snape.
-Podziwiam ją.
-Ludzie, co się z tobą dzieje? Dobrze się czujesz?
-Podziwiam ją za to, że nie krzyczała i nie wiła się po podłodze, błagając o łaskę.
-Ona nigdy i nikogo nie będzie błagać o łaskę. – oznajmił z dumą Severus.
-Czytałem o wysysaniu mocy i na własnej skórze odczułem, jak to jest. – Lupin patrzył gdzieś w dal, a teraz na Snape’a. – Żaden nerw jej nie drgnął.
-To można wytłumaczyć. – oznajmił Snape. – Można wyłączyć panowanie nad ciałem na rzecz skupienia się na mocy. Odczuwa się wówczas bodźce zewnętrzne, ale człowiek nie jest w stanie się ruszyć.
-Ale ona się wyrwała, do tego nawrzeszczała na mnie. – oznajmił Lunatyk.
-Jeśli potrafi wystarczająco szybko wyłączać i włączać cały system, to było to możliwe.
-I gdy ból stał się nie do zniesienia, zemdlała.
-Potwierdzam. – oznajmił Snape. – Wiedziała ona o tym, że jeśli zemdleje, połączenie zostanie przerwane.
-Ona wie więcej niż można by przypuszczać.
-Przecież to Dziewica Slytherinu. Czego się można po niej spodziewać – tego nie wie nikt.
-A ty? – spytał Lupin.
-Co ja? – zdziwił się Snape.
-Dlaczego ty też wylądowałeś na podłodze? – Lupin skrzyżował ramiona. – Tylko nie próbuj mi wmówić, że się potknąłeś. – dodał z kpiącym uśmieszkiem.
-Moc ma się równoważyć. – poinformował go Snape. – A ponieważ wyssałeś jej masę dobrej energii, pośrednio przyczyniłeś się do zabrania jej mnie. To był brak mocy.
-To też nie był błahy powód. – przyznał Lupin.
-Zapewne.
-Przepraszam. – Lupin chwycił prawicę Snape’a i, potrząsnąwszy nią, pobiegł w bliżej nieokreślonym kierunku.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Mierzeja




Dołączył: 27 Gru 2006
Posty: 675
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz

PostWysłany: Śro 7:30, 01 Lip 2009    Temat postu:

94
-Fajny jesteś. – usłyszał, chyba już po raz trzeci, Łapa. Wszyscy w pokoju wspólnym robili coś dziwnego. Sam siedziała na dywanie przy kominku, a wielki czarny pies położył głowę na jej kolanach.
Prince poinformował Sam:
-Każdy z nas ma prawo do jednego zwierza. Masz już sowę. Psa musisz odesłać do domu.
Łapa warknął. Prefekt popatrzył zdziwiony i zwiał.
-Spokojnie. – powiedziała Sam, głaszcząc jego futro. – Profesor Lupin miał rację. – odezwała się po chwili. – Stanowię zagrożenie.
Syriusz trącił ją nosem.
-Nic nie zaprzeczy niezaprzeczalnym faktom. Muszę odejść.

***

Snape wszedł do pokoju wspólnego i zapytał pierwszą osobę, która akurat przechodziła, a był to Malfoy.
-Gdzie jest Sam?
-A niby z jakiej racji mam to wiedzieć? – odparł zapytany całkowicie zgodnie z prawdą. Severus miał dość wrażeń jak na jeden dzień i poinformował Ślizgona:
-Masz szlaban! – zanim jeszcze Draco zorientował się, co zaszło (przeszło; nie chodzi tu o odrę, a tym bardziej o ciążę, niekoniecznie urojoną) i otrząsnął się z szoku, Snape dopadł kolejną ofiarę. Była nią Marion Schmied.
-Gdzie jest Sam?
-Wyszła – oznajmiła dziewczyna jak najbardziej spokojnie.
-Gdzie?
-Mówiła coś o przeznaczeniu… – zaczęła zastanawiać się Marion. – ostrzach, przypadku, złym wyborze i potrzebie zniknięcia na jakiś tam ściśle nieokreślony czas.
-Ona zawsze określa czas. – upomniał Ślizgonkę Severus.
-Czy „wieczność” coś panu mówi? – spytała.
-Całkiem sporo. – tu Snape zaczął z innej beczki. – Wzięła ze sobą psa?
-Tak.
-To daleko nie odeszła. – powiedział sam do siebie, w sensie osobiście sobie w jednej osobie, poczym wybiegł z pokoju wspólnego.

***

-Takiego mrozu na tych ziemiach nie było od lat. Lód skuł jezioro grubą warstwą. – oznajmił Hagrid.
-Wiem. – odparła Sam i poszła dalej.
-Dziwne. – Hagrid wzruszył ramionami i wrócił do chatki.
-Śniegu też jest niemało. – pomyślała, brnąc w nim (nie w myśleniu) z niejakim trudem. Łapa skakał z zaspy w zaspę.
Severus dogonił ich, gdy byli blisko bramy prowadzącej do mugolskiego świata. Z niejasnych przyczyn nigdzie nie było widać nikogo więcej.
-Sam? – spytał Snape.
-Coś nie tak? – odparła pytaniem na pytanie.
-Dokąd się wybierasz?
-A co to pana obchodzi?
-Jesteś niegrzeczna.
-Inna nie będę.
Łapa stanął między Sam a Severusem.
-Spadaj. – burknął Snape.
Pieszczoch, odsuń się. – poleciła Mierzeja.
-Hau.
-Tak, wiem, ale ten pan nikomu nie zrobi krzywdy. – odparła.
-Ten pan zaraz cię kopnie, pchlarzu. – wycedził Severus.
-Jak pan może tak mówić?! – oburzyła się dziewczyna.
-Jakoś mogę i nic mi się nie dzieje. – sparował Snape.
-Idziemy. – oznajmiła Sam.
-Zaczekaj. – Severus nie bardzo wiedział, co powinien teraz zrobić. – Gdzie idziesz? – spytał.
-Jak najdalej od ludzi, którzy traktują mnie jak tykającą bombę zegarową. – oznajmiła. – Dobrze, że mnie przynajmniej nikt nie szpieguje. – tu spojrzała na Severusa. – Szpieguje?
Snape nie udzielił odpowiedzi, co Sam uznała za potwierdzenie. Spojrzała na psa. Po chwili tuż przed nią stał Syriusz Black. Żaden nerw nie zdradził stanu ducha dziewczyny. Po prostu wymierzyła Łapie policzek, poczym poszła dalej.
-Zaczekaj. – Syriusz dogonił Mierzeję. – Pozwól mi wytłumaczyć…
-Tu nie ma nic do tłumaczenia. – odparła lodowatym tonem.
-Nie przypuszczałem, że… - zaczął Black, ale Mierzeja mu przerwała.
-Nie przypuszczał pan, że się dowiem o czymkolwiek czy kiedykolwiek.
-Może on rzeczywiście on chciał dobrze. – podsunął Severus.
-Pan to również popiera? – spytała, po chwili zaś dodała: - Obłuda i zdrada na każdym kroku. Jedynie szczery był profesor Lupin. – i telepnęła się gdzieś.
-Nieźle wpadliśmy. – odezwał się po chwili Łapa.
-To twoja wina, kundlu. – oznajmił Snape.

***

Gdy zziębnięci wrócili do szkoły, powitał ich Albus.
-Gdzieście się włóczyli?
-Mierzyliśmy grubość pokrywy śnieżnej. – poinformował go Syriusz, strząsając z siebie śnieg.
-Zakładam, że szukaliście Sam. – zgadywał Dumbledore.
-A ja zakładam, że jej nie widziałeś. – powiedział Severus.
-Pudło. – zaśmiał się dyrektor.
-Widziałeś? – spytał z niedowierzaniem Łapa.
-Nie ja, ale Poppy. – tu Albus zwrócił się do Syriusza. – Zamknij Severusowi usta, bo chłopak chyba ma problemy z zawiasami.
-I co? – spytał po chwili Snape, gdy już wszystkie części ciała miał ustawione pod właściwym kątem.
-Wpadła do skrzydła szpitalnego zła jak wszyscy diabli, albo i więcej. Powiedziała, że ty, Syriuszu, dostaniesz zapalenia krtani, i spytała, czy dostanie coś na uspokojenie. Poppy była przerażona. Tak między nami – tu dyrektor zniżył głos. – moglibyście jej lepiej pilnować.
-Popadliśmy w niełaskę. – odparł Syriusz. – Czy to z tą krtanią to prawda?
-Tak. – potwierdził zamiast Albusa Severus. – Czy nie czujesz jak twój głos staje się cichszy, cichszy i znika? – Snape się uśmiechnął.
-Nie strasz kolegi. – upomniał go Dumbledore.
-Jakiego kolegi? – Snape rozejrzał się.
-Bez takich. – ostrzegł go Syriusz.
-Chcecie słuchać dalej czy nie? – spytał Albus.
-To co było dalej?
-Poszła do pokoju wspólnego.
-Tylko tyle?
-Nie. Wychodząc, mówiła coś takiego: „Zwalczaj przeludnienie – zastrzel kormorana” albo „bociana”, nie mam pewności, i „śmierć skrytobójcom”, choć nie wiem, co to ma do rzeczy.
-Musimy z nią pomówić. – poinformował Albusa Snape.
-Ona śpi.
-Skąd wiesz?
-Poppy dała jaj silny środek nasenny.
-Dlaczego? – spytał Severus.
-Trzeba bronić Hogwartu.
-Ona ma rację, Severusie. – powiedział Łapa. – Traktujemy ją jak potencjalne zagrożenie.
-Jak mogliście? – spytał Snape Albusa, poczym powiedział do Blacka: - Idziemy jej poszukać.

***

W pokoju wspólnym Ślizgonów panowała niczym nie zmącona cisza. Nawet ci, którzy zwykli wkuwać po nocach, dawno położyli się spać. Taki stan panował do czasu, gdy do pokoju weszli Miszczunio i Łapa. Ten ostatni potknął się o dywan i wylądował na podłodze.
-Ciszej – upomniał go Snape.
W fotelu w najciemniejszym kącie spała w najlepsze Sam. Severus sprawdził częstotliwość funkcji życiowych i odetchnął z ulgą.
-Nie przedawkowali. – poczym wziął z kanapy koc i otulił nim dziewczynę. W tym czasie Syriusz gdzieś się zaplątał. Po chwili Severus zlokalizował go w drzwiach żeńskiego dormitorium.
-Syriuszu Black, co robisz? – spytał Miszczunio.
-Nic. – zapewnił pospiesznie Łapa.
-Mam nadzieję. – mruknął Severus, poczym opuścili pokój wspólny i poszli każdy swoją drogą.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Mierzeja




Dołączył: 27 Gru 2006
Posty: 675
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz

PostWysłany: Śro 7:31, 01 Lip 2009    Temat postu:

95
Zielarstwo przebiegło bez problemów, bo Sam pojawiła się dopiero na wróżbiarstwie i to w połowie lekcji.
-Co się stało? – spytała z kpiącym uśmiechem profesor Trelawney.
-Zaspałam. – oznajmiła Sam.
-Siadaj na miejsce odpowiednie. – poinformowała ją zrezygnowanym tonem. Po chwili wyciągnęła losowo do odpowiedzi najpierw Malfoya, a następnie Sam. Ten pierwszy ludź bredził coś bez sensu o niespełnionej miłości, więc Trelawney szybko odesłała go na miejsce. Sam natomiast, zapytana o horoskopiczną mądrość Aldony von Lyker, odparła:
-Chce pani zauważyć nagłe skrócenie linii życia i to nie będzie moja dłoń?
Zapytana nie udzieliła odpowiedzi, co pogłębiło jeszcze efekt ciszy, która zaległa na sali.
-No więc? – spytała zniecierpliwiona Sam.
-Nie chcę. – odparła profesor Trelawney.
-To proszę dać mi święty spokój.
-Pragnę zauważyć, że to jest odpowiedź ustna. Jeśli nie będziesz się zachowywać jak należy, to Slytherin straci punkty. – nauczycielka zaczynała się denerwować.
-A jak należy? – spytała niewinnie Mierzeja.
-Poprawnie. – odparła Sybilla, chcąc jak najszybciej zakończyć tę rozmowę.
-Horoskopiczna mądrość Aldony von Lyker polegała na doskonałej wręcz interpretacji zjawisk nadprzyrodzonych oraz mistrzostwu astrologicznemu i astronomicznemu. – powiedziała Sam na jednym oddechu, po czym spytała: – To wszystko?
-Siadaj. – Trelawney odesłała ją na miejsce, mając wrażenie, że właśnie uniknęła przypadkowego unicestwienia.

***

Nic ciekawego nie działo się aż do eliksirów. Łapa powitał Piecka. Posadził go obok Malfoya, co wywołało oburzenie Sam, gdyż to było jej miejsce. Syriusz nie bardzo wiedział, co powiedzieć. Zamiast niego głos zabrała Bu:
-Profesor Black ustanawia nowy nieporządek.
-Profesor Snape miał przynajmniej zasady. – powiedziała Hermiona. – Żelazne, ale zasady.
-I było wiadomo, czego się spodziewać. – dołączyła do rozmowy Mirtle.
-I szlaban dawał. – rozmarzyła się Chomik.
-I nie lubił Gryfonów. – dołączył się Malfoy, patrząc z niesmakiem na Piecka, który popsuł mu plany matrymonialne związane z Chomikiem, i oświadczył wyżej wymienioną rzecz.
-A kto to profesor Snape? – spytał mało albo prawie w ogóle nie mający pojęcia, o co chodzi, Michał.
ŁUP!
Zarobił w czaszkę piórnikiem (Syriusz ledwo zdążył się uchylić, ale wylądował tak czy siak na ziemi, bo Draco podstawił mu nogę).
-Nie znasz profesora Snape’a? – spytała Chomik z niedowierzaniem i czymś tam w oczach oraz czymś jeszcze lepszym malującym się szerokim lukiem na obliczu (nie mylić z obliczeniem) Gryfonki.
-Mirtle, jak mogłaś? – spytał Piecek, masując obolałą część ciała.
-Oddasz mi piórnik? – spytała Andy.
-Nie ma mowy! – odparł Piecek, odwracając się do wszystkich tyłem. (dop Aurora: Nie wiem, jak to jest możliwe, ale to już zupełnie inna para kapci).
-To gdzie ja mam usiąść? – dopytywała się Sam.
-I zawsze na mnie krzyczał… - kontynuowała niezrażona Chomik.
-I coś wybuchało. – dodał Ron.
-Punkty odejmował. – to tu to Hermiona.
-Co wy sobie wyobrażacie?! – spytał, przekrzykując wszystkich, Syriusz.
-I te jego włosy nigdy nie powiewające na wietrze… - Chomik się rozmarzyła (ponownie – dop red.).
-Jeśli wolicie profesora Snape’a, to proszę bardzo! – i Black wyszedł, trzaskając drzwiami.
-Dlaczego on się wkurza? – spytała Lucinda Norks.
-A kto go tam wie? – spytała Chomik. – Profesor Snape jest cudowny.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Mierzeja




Dołączył: 27 Gru 2006
Posty: 675
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz

PostWysłany: Śro 7:31, 01 Lip 2009    Temat postu:

96
-Severusie, idź do lochów. Zwracam ci stanowisko. – Syriusz wygłosił te dwa zdania niezwykle poirytowanym tonem świadczącym tylko i wyłącznie o poirytowaniu właściciela na skutek nieznany do tej pory Snape’owi.
-Dobrze się czujesz? – spytał Miszczunio.
-A dlaczego pytasz?
-Mówiłeś coś o zwracaniu, więc wysunąłem takie, a nie inne, wnioski, co jest ściśle związane z tym, co powiedziałeś, a nie czym innym na skutek czegoś tam.
-Przestań cukrzyć i jazda do lochów. – tu Syriusz wypchnął Severusa za drzwi.

***

-Gryffindor traci dwadzieścia punktów. – oznajmił Snape, wchodząc do pracowni.
Chomik zerwała się z krzesła, entuzjastycznie skandując (ewentualnie jodłując):
-Niech żyje profesor Snape!
Nikt nie podjął wyżej wymienionego wątku na skutek miny profesora. Bu tylko powiedziała z innej beczki:
-I znowu za nic, kurde, no!
Masz szlaban. – oznajmił Miszczunio z uśmiechem na ustach, czując się jak karp w wannie tuż po wigilii, gdy udało mu się ocalić życie przez czysty przypadek. (To wygląda tak: „Jak on inteligentnie rusza ustami, dajmy mu pożyć!”)
-Ja już mam szlaban. – odparła z dumą Bu. Dołączyła do niej Chomik.
-Ja też.
-To dostaniecie dodatkowe. – odparł Miszczunio. Tu udzielił Mirtle głosu, gdyż rękę podniosła. Warknął: -Czego?
-Też mam szlaban.
-A ja nie mam? – spytał Piecek, nieszczęśliwy ze względu na brak czegoś, co miała Chomik, a on nie.
-Ty też masz szlaban. – oświadczył Severus. – A tak w ogóle to kto ty jesteś?
-Michał zwany Pieckiem. – przedstawił się zgodnie z prawdą Piecyk.
-Siedzisz na miejscu Sam. – warknął Snape.
-Profesor Black mnie tu… - zaczął niepewnie chłopak.
-Profesor Black może ci robić, co chce, ale to jest moja pracownia. – podkreślił własnoręcznie dźgając się w pierś. – Moje zajęcia i mój czas teraz tracisz, a pragnę cię poinformować – tu podszedł powoli do Piecka. – ja nie jestem profesor Black i ja nie będę znosił takiego rozgardiaszu na moich lekcjach! Dotyczy to również zmiany miejsc, więc wynoś się stąd! Najlepiej do Dumbledore’a! Już!
-A gdzie to jest? – spytał niedoinformowany Gryfon.
Severus był najwyraźniej bardzo poirytowany, więc spytał Chomika:
-Co ten idiota tu robi?
Pytanie zaskoczyło dziewczynę zupełnie, bo któżby się spodziewał takiego obrotu spraw, więc Chomik, robiąc maślane oczy do Snape’a, na złość (bynajmniej nie wbrew) ogólnemu upadkowi obyczajów Piecka i Malfoya, odparła:
-Jakiż pan przystojny. (dop. Aurora: ??????)
Należałoby tu wspomnieć o minie wyżej wymienionych chłopaków, komentarzu Bu („Ale kino!”) oraz komentarzu Andy Mirtle dławiącej się śmiechem i powtarzającej w kółko: „Ja wiedziałam, że tak będzie!”
-To nie idiota, tylko Piecyk. – oznajmiła Sam.
Severus spojrzał na nią dziwnie, potem popatrzył na Piecyka i odpalił:
-Czy wy nie jesteście czasem jakąś rodziną? – pytanie to zawisło w powietrzu. Odpowiedź okazała się zaskakująco zgodna. Obydwoje, po uprzednim spojrzeniu na siebie, oznajmili:
-Nie!
-A, tak tylko pytałem. – powiedział Severus, poczym dodał konspiracyjnym szeptem wprost do ucha Sam:
-A ta tu, jak jej tam… - zamyślił się. – No, ten zwierzak futerkowy na rękawiczki… a, Chomik, dobrze się czuje? Dziwnie się zachowuje.
-Ona tak zawsze. – oznajmiła Mierzeja.
-Tak tylko pytałem. – Snape ponownie zainteresował się Piecykiem. – Zostaniesz odprowadzony do dyrektora przez Sam.
Allein spojrzała na Snape’a i odparła:
-Dlaczego ja?
-Bo ty. – odparł Snape.
-Mam go dostarczyć? – spytała dziewczyna. – Tylko?
-Tylko. – potwierdził Snape, więc Mierzeja chwyciła Piecka za rękaw ku jego ogromnemu niezadowoleniu i telepnęła się gdzie trzeba, poczym pojawiła się ponownie i usiadła na swoim miejscu.
Chomik w dalszym ciągu jopiła się na Severusa.
-Malfoy, zaprowadź Gryfonkę… – tu wskazał wymownie palcem na Chomika, a ta zaczęła się zachwycać.
-Popatrzył na mnie! Zauważył mnie! Profesorze Snape! Jest pan cudownym facetem!!!
-Dobrze, że Piecek tego nie słyszy. – mruknęła Andy do Bu.
-Popatrz na Malfoya.
-Chyba jest zaskoczony.
-…do skrzydła szpitalnego. – dokończył Severus.
Po zniknięciu za drzwiami wyżej wymienionej pary, Sam spytała:
-O co chodziło z tą rodziną? – mina jej nie wróżyła Severusowi nic dobrego.
-Nic.
-Pan coś insynuował!
-Nie.
-Oczywiście, że nie. – powiedziała z kpiną w głosie. – Tylko co to miało być?! Aluzja? Do czego? – tu Sam chwyciła go za połę szaty i telepnęła się gdzieś.
-Ale odjazd. – zachwyciła się Lara Nox.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Mierzeja




Dołączył: 27 Gru 2006
Posty: 675
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz

PostWysłany: Śro 7:32, 01 Lip 2009    Temat postu:

97.
-Ja nic nie zrobiłem! – tłumaczył się Severus. Nigdy w życiu nie przewidział, że będzie się przed kimkolwiek tłumaczył, ale przewidywania są tylko tym, czym są, a nie czym innym na skutek czegoś tam, dlatego przewidywana gęstość kowadła na jednego mieszkańca jest zmienną, zmieniającą się okresowo na skutek bliżej nieokreślonej wartości przypadków zgonu, na skutek zmiany wartości częstotliwości uderzenia młotem pneumatycznym w lewe odnóże kroczne o północy.
-A pytanie o rodzinę?! – Sam nie pytała, tylko się wściekała.
-To tylko pytanie. – odparł, cofając się. Sam nawet nie drgnęła, więc Severus tłumaczył dalej: - Wyglądaliście jak rodzeństwo, bo obydwoje macie podobny typ urody, ale ty jesteś ładniejsza! – dodał pospiesznie.
-I tylko o te – tu Sam wskazała na szopę typu blond. – kłaki tu chodziło? Ale bezsens!
-Właśnie.
-Wracam do Hogwartu.
-A ja? – spytał Severus z trwogą i czymś tam w głosie.
-A rzeczywiście, pan. – Mierzeja zamyśliła się. – Pan też wraca.
-Razem z tobą?
-Wszyscy jesteście obłudnymi zboczeńcami czekającymi tylko na okazję, by…!
-Jak zwracasz się do nauczyciela! – ryknął Snape, zapominając z kim ma do czynienia.
-Jak mi się podoba! – odpaliła Mierzeja zgodnie z oczekiwaniem.
-Gryffindor traci piętnaście punktów. – oznajmił Severus.
-A co Gryfoni mają do tego? – oburzyła się Sam.
-To, co zawsze. – odparł Severus.
-Niech pan sobie sam wraca, gdzie pan chce. – odpaliła Mierzeja. – Obłuda i kłamstwo na każdym kroku!
-Nie zostawisz mnie tu! – powiedział Snape z miną niewzruszonej stanowczości.
-Zrobię, co zechcę! Jak pan chce, to niech pan się telepie, gdzie chce! Wszyscy mężczyźni to dranie!
Severus popatrzył na nią dziwnie, poczym spytał:
-Czy ty przypadkiem nie uogólniasz problemu?
-Nigdy w życiu! – Sam miała zamiar wybuchnąć.
-I ja jestem taki jak wszyscy?
-Jest pan kłamcą! Tak samo, jak profesor Black!
-A co to ma do rzeczy? – Severus najwyraźniej stracił wątek.
-Myśli pan, że zapomniałam, co było wczoraj?!?!!!
-Środa? – Snape nie wiedział, o co chodzi.
-Zachowaliście się wszyscy trzej jak skończeni głupcy, o idiotach nie wspominając!
-Jak ty się wyrażasz?! – zagrzmiał Severus.
-Profesor Lupin był niedoinformowany, profesor Black to zdrajca, a pan nie potrafi wywiązać się ze zobowiązań!
-Chyba cos pomyliłaś. – Severus starał się mówić spokojnie. – To ja jestem zdrajcą.
-?
-Tak.
-Nie zauważyłam. Jest pan niedotrzymywaczem słowa!
-? – zdziwienie stało się udziałem Severusa na skutek bardzo zrozumiały, a mianowicie braku zrozumienia.
-Wszyscy mężczyźni to idioci! – i poszła sobie.
Teraz Severus zauważył scenerię, która malowała się wszędzie – śnieg, lód i niemal materialny mróz otaczały go zewsząd i nie tylko. Sam maszerowała dziarsko w kierunku, który na mapie można by nazwać „kierunkiem północnym, w kierunku jak najdalszym od Severusa”.
-Zaczekaj! – i pobiegł za nią.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Mierzeja




Dołączył: 27 Gru 2006
Posty: 675
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz

PostWysłany: Śro 7:32, 01 Lip 2009    Temat postu:

98
-„Facet to świnia i ty dobrze o tym wiesz” – te słowa usłyszał Snape, gdy dogonił Sam. Zostały zaśpiewane na odpowiednią melodię.
-Daj mi to wytłumaczyć… - zaczął, ale Mierzeja mu przerwała.
-Tu nie ma nic do tłumaczenia.
-Jestem przeciwnego zdania. – tu Severus zaczął szczękać zębami.
-To pański problem. – odparła.
-Co? – spytał pochłonięty chuchaniem na własne dłonie.
-I to – tu wskazała na zęby drgające z określoną częstotliwością. – i pańskie zdanie!
-Co w ciebie wstąpiło? – spytał Severus, nie znajdując innego pytania.
-Nic. – ucięła Sam.
-To dlaczego?
-Co „dlaczego”? – Mierzeja uśmiechała się nerwowo do własnych śladów na śniegu.
-Dlaczego się tak zachowujesz?
-A co to pana obchodzi?! – tu zaczęła uciekać, a konkretniej biec. Snape’owi było to na rękę, bo przynajmniej goniąc ją miał możliwość rozgrzania przemarzniętych koniczyn. Prawdę mówiąc, Severus nie wiedział, po czym biegnie, więc jego winą było trafienie na cienki lód, który z wyżej wymienionej przyczyny nie utrzymał profesora. (dop Aurora: A Sam się udało! Ten dzień powinien zostać świętem ogólnoświatowym i dniem wolnym od pracy! Pierwszy raz w życiu Sam miała szczęście!) Nastąpiło spektakularne „chlup!” poprzedzone pięknym „trach!” i Severus zniknął pod wodą.
Sam obejrzała się i, po przeanalizowaniu faktów, stwierdziła:
-A niech to jasny cukier! – poczym pobiegła w kierunku własnoręcznego przerębla Severusa. Mogła spokojnie chodzić po lodzie – jakiż lód zaczynałby z Dziewicą, do tego jeszcze Slytherinu. Popatrzyła na wodę i stwierdziła:
-Nie jest dobrze.
Pospiesznie odszukała umysł Severusa. Znajdował się kilka metrów pod wodą.
-Zaundenwasser! – i Severus unosił się po powierzchni wody. Mierzeja chwyciła go za szatę (nie szyję!) i wyciągnęła z wody („Uff, ależ on ciężki!”) i, umiejscowiwszy go na niewidzialnych noszach, oświadczyła:
-Jeśli w tej chwili nie zacznie pan oddychać, to zrobię panu sztuczne oddychanie.
Brak reakcji.
Mierzeja przystąpiła więc do czynności odpowiednich, opisanych w podręczniku do PO. Czynności te zalecały udrożnienie dróg oddechowych. Sam z zaciekawieniem obejrzała kawałek lodu, który utkwił w gardle Miszczuniowi, a który ona własnoręcznie wyciągnęła, powodując napad kaszlu i oczyszczenie dalszych dróg oddechowych.
-Pańskie czynności życiowe są w normie. – oświadczyła Severusowi, który pluł wodą na prawo i lewo i nie tylko. Po chwili namysłu wyciągnęła ze swych przepastnych kieszeni złożony koc i wręczyła go profesorowi, który cały czas szczękał zębami (Severus ma się rozumieć).
Snape, opatuliwszy się jak należy, nie miał pojęcia co dalej. Czuł, jak mu włosy zamarzają. Sam chwyciła go za ramię i po chwili byli w skrzydle szpitalnym.
-Co mu się stało? – spytała zdziwiona Poppy, patrząc oskarżycielsko na adresatkę pytania.
-Postanowił wykąpać się w lodowatych wodach Arktyki.
-Co?
-To, co pani słyszała. – odparła dziewczyna i poszła sobie.
-Ależ tupecik. – mruknęła Pomfrey. – A ty się kładź. – zakomenderowała do Snape’a. – Nie dość, że mokry, to jeszcze na pół zamrożony. Ci mężczyźni!

***

Po dwudziestu minutach Severus odzyskał właściwą temperaturę ciała (nie ciałka zielenie) i zszedł do lochu. Poppy powiedział, że ma dość skrzydła szpitalnego i tego typu rzeczy, co jej bynajmniej nie ucieszyło.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Mierzeja




Dołączył: 27 Gru 2006
Posty: 675
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz

PostWysłany: Śro 7:32, 01 Lip 2009    Temat postu:

99
Te kilka minut w lochach to było coś, co się na zdarza nawet raz na miesiąc. Sam weszła, a zobaczywszy Piecka, warknęła:
-Zmiataj z mojego miejsca.
-Nie.
-Piecyk, ty chyba jesteś niedoinformowany. – powiedziała mu Bu. – Z Dziewicą Slytherinu się nie zaczyna!
-Z kim? – spytał Michał.
-Z mojego krzesła. Ale już!
-Odczep się!
-Nie denerwuj jej. – ostrzegła go Mirtle.
-A co ona może mi zrobić? – spytał Piecek z kpiną w głosie. W tej chwili wszyscy schowali się pod ławki w oczekiwaniu wydarzeń. Było to jak najniebardziej niemagiczne. Mierzeja chwyciła dwa najbliższe kociołki i cisnęła nimi w Gryfona. Piecyk się uchylił, więc Sam podeszła do niego i, uśmiechając się słodko, oświadczyła, chwytając go za połę szaty:
-Wynocha.
-O co ci chodzi z tym miejscem?
-Nie twój interes. – ofuknęła go. Severus stanął w drzwiach niezauważony przez nikogo.
-A może się podkochujesz w profesorze Snape’ie? – spytał Piecyk w dalszym ciągu nieprzeczuwający zagrożenia. Mierzeja zatrzepotała rzęsami, posadziła Michała na owym spornym miejscu, powodując zniszczenie mebla, i Severus zauważył, jak ktoś z wielką prędkością przebiegł obok niego.
-Gryffindor traci piętnaście punktów. – oznajmił Miszczunio. – Następnym razem będzie sto! Ty masz szlaban do końca semestru. – oznajmił, wskazując na Piecka, poczym poszedł szukać Sam.

***

-Galareta jest towarzyska, wiem. – powiedziała Sam.
-Uuk.
-Chlup.
-I miła.
-Iik.
-Ładna z was para. – i wybiegła (Mierzeja, jakby ktoś nie wiedział) z biblioteki.

***

-Severusie! – Syriusz Black dogonił go z trudem. – Mamy problem!
-Zawsze uważałem, że masz rozdwojenie jaźni. – powiedział Snape beznamiętnym tonem.
-O tę kwestię będziemy się spierać w innym czasie! – Łapa wskazał Severusowi fragment tekstu. – Tu jest pies pogrzebowy.
Snape szybko przeczytał tekst.
-O jasny cukier – i pobiegł do wieży Trelawney.

***

-Widziałaś Sam? – spytał Łapa Sybillę.
-Tak.
-Gdzie? – to tu to Snape.
-Na parapecie.
W czasie, gdy Syriusz rozmawiał z Trelawney, Severus zlokalizował Sam. Siedziała na zewnętrznym parapecie, co bynajmniej nie poprawiło mu humoru.
-Sam?
-To znowu pan!
-Wejdź do środka. – zażądał; nagle zza ramienia Severusa wychylił się Black. Mierzeja drgnęła nerwowo, poczym poczęstowała go spojrzeniem typu „Jak mogłeś mi cos takiego zrobić?!” oraz „Nie ominie cię za to kara!” i „To wszystko twoja wina, niewierny nicponiu na kocich nóżkach!”.
-Myśli pan, że dam się kolejny raz oszukać? – spytała.
-Ja nie myślę. – odparł Severus, uznając taką odpowiedź za najodpowiedniejszą.
-To może i lepiej. – tu Sam zręcznie stanęła na parapecie.
-Co robisz? – spytał Syriusz.
-Nic nadzwyczajnego. – odparła. – Odchodzę.
-Tak bez pożegnania? – Łapa był niepocieszony.
-Do widzenia. – i zeskoczyła z parapetu. Severus chwycił ją za rękaw szaty.
-Nie mam zamiaru ci na to pozwolić. – oświadczył do szamoczącej się dziewczyny. – Nie widzę powodu, aby się zabijać.
-Może mam je panu wymienić?
Syriusz chwycił dłoń Sam i, ku jej niezadowoleniu, we dwóch wciągnęli dziewczynę do środka.
-Proszę mnie puścić. – wycedziła. Oczywiście nie mieli innego wyjścia niż wykonać jej polecenie.
Sybilla odezwała się po chwili:
-Dlaczego nie pozwoliliście jej skoczyć? Byłby o jeden kłopot mniej.
-Miło mi to słyszeć. – Sam miała dość całego świata.
-Możesz nas zostawić samych? – spytał Snape.
-To wydaje mi się podejrzane. – to tu to Syriusz.
-Wyjdź, bardzo cię proszę, ciebie i Sybillę. – Severus cedził każde słowo.
-No już dobrze. – uspokoił go Łapa. – Idziemy. – tu pociągnął Trelawney za rękaw.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Forum Ferajny Strona Główna -> Fan Fiction Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następny
Strona 3 z 8

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin